sobota, 9 maja 2015

"Bezdenna ciemność.."

Leżałam skulona w ciemności. Dookoła mnie nie było nic. Dosłownie nic. Cała trzęsłam się ze strachu i nie mogłam na niczym skupić. Nagle gdzieś pośród nicości i ciszy odezwał się czyjś głos.
-Avalon.. Avalon skup się..-zacisnęłam mocniej oczy starając się nie zwracać uwagi na głos.-Avalon prosze cię.. Musisz się skupić.. Skup się. Rozumiesz? Masz się skupić.-powtarzał głos w kółko. Coś mi mówiło, że znam ten głos.. Spróbowałam się skupić, ale na nic. -Avalon musisz się skupić. Musisz się uspokoić i skupić. Znajdź w sobie spokój. Nie bój się. Nie możesz się bać... Nie musisz.. Nie masz czego. Avalon..
Warknęłam pod nosem próbując się uspokoić. Po dłuższej chwili przestałam się trząść.
-Brawo..- powiedział głos. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam przed swoją twarzą czyjąś dłoń. Spojrzałam wyżej i zobaczyłam szeroko uśmiechniętego chłopaka. Miał zmierzwione czarne włosy i szare, spokojne oczy. Powoli podałam mu dłoń i wstałam. Rozejrzałam się. Teraz otaczała nas jasność... Popatrzyłam zdziwiona na chłopaka i puściłam jego dłoń. On westchnął i wsunął ręce do kieszeni szarych spodni.
-No tak.. Zapomniałem. Nie pamiętasz mnie..-urwał nagle jakby powiedział coś czego nie powinien. Jego spokojny głos jeszcze przez chwile rozbrzmiewał mi w uszach. 
-Nie pamiętam..-powtórzyłam zaciekawiona-Ale powinnam, tak?
-No cóż... 16 lat razem.. Chyba ciężko to zapomnieć-wzruszył ramionami i rozejrzał się. 
-Razem..?-popatrzyłam na niego wielkimi oczami. Poczułam jak chłopak sztywnieje. 
-Nie w tym znaczeniu, wybacz-powiedział szybko-Chodziło mi o to, że spędziliśmy razem dzieciństwo.
Popatrzyłam na niego jakby spadł z księżyca. Przecież ja całe dzieciństwo spędziłam w zamku.. A przynajmniej tak mi mówiono..
-Jak spędziliśmy razem dzieciństwo?-znowu powtórzyłam jego słowa. Nagle uprzytomniłam sobie, że nawet nie znam imienia chłopaka.-Ummm.. Chyba powinnam to wiedzieć.. Ale jak masz na imię?
Chłopak delikatnie się uśmiechnął i skłonił w pół. 
-Przyjacielem.
Oczekiwałam innej odpowiedzi. Skrzywiłam się i odparłam
-Skoro nie chcesz zdradzić imienia ani niczego o co pytam.. To powiedz mi coś co możesz mi powiedzieć-skrzyżowałam ręce na piersiach czekając na odpowiedź. Chłopak zamyślił się i mruknął.
-Jesteś silniejsza niż myślisz.. Potrafisz więcej niż ci się zdaje.. Panujesz nad cieniem. Nad nocą.. Musisz tylko się skupić-mrugnął porozumiewawczo i zniknął. A wraz z nim jasność. Znowu otaczała mnie bezdenna ciemność. Poczułam jak zaczynam się trząść.
-Pamiętaj. Nie możesz się bać czegoś nad czym masz władze-odezwał się chłopak. Rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. Niczego nie było. Wdech, wydech, wdech, wydech. Spokój. Uspokoiłam się. Teraz zaczynamy zabawę z Cieniem..

Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w pokoju Lenny'ego. Nie bardzo wiedziałam jak sie tam znalazłam, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejsze było znalezienie właściciela pokoju. I to jak najszybciej. "Musze spotkać się z Pekkolay'em. Dowiedzieć się dlaczego nie pamiętam dzieciństwa spędzonego z jego synem, dlaczego nie wiedziałam, że panuje nad Cieniem i Nocą.. Tyle pytań. Jedna osoba, która może mi odpowiedzieć" pomyślałam nieco zła i zdeterminowana. Szybko wyskoczyłam z łóżka i nie patrząc na to, że nie mam na palcu pierścienia, wybiegłam z domu.

Lenny?

niedziela, 25 stycznia 2015

"Chuj Ci do tego..."

Westchnąłem patrząc na brata.
-Znów wieje od Ciebie chłodem.
-Ciesz się, że nie brudną skarpetą. - Przez mój nos przeleciało głośno powietrze w efekcie drwiny, towarzyszył temu również śmiech.
-No to co, jutro o dwunastej przejdziemy się po ojca i zmykamy do góry?
-Myślisz, że ten plan wypali?
-Nie mając w siebie wiary, nie będziesz potrafił wygrać. - Mruknąłem pod nosem.
-A co z Księżniczką?
-Yo się nią zajmie, a reszta pewnie też.
-Yo? Ten aniołek ze strzałą? Dobrze, że amorem nie jest.
-Tylko on wie, czego chcę. No tak jakby. Dobra.
-O wilku mowa. Uwwrr...- Pojawił się Yo w moim pokoju. Rycerz piekieł wraz z aniołem pod jednym dachem to gwarantowana kłótnia, jednak coś kazało nam do Yo zmienić stosunek.
-Szybko, Lenny... Avalon.. dzwoń po pogotowie! - Wybiegł z pokoju. Odruchowo zadzwoniłem po karetkę. Gdy czekałem na słowa, że mogę się rozłączyć zobaczyłem ranną Avalon.
-Yo, Sammy... jeśli zbadają jej krew, mogą być kłopoty. - Chłopcy spojrzeli się na siebie. W krótkim czasie pojawiła się pomoc.

Czekałem z przyjaciółmi na poczekalni. Krążyłem wokół, nie mogąc opanować emocji. Poczułem niepokój z jednej strony. Spojrzałem w stronę Olivii. Czułem nieprzyjemną energię. Podszedłem do niej, a ona wstała. Ujrzałem w jej oczach siebie, swoje lśniące oczy.
-To ty?
-Ta suka sobie zasłużyła!
-Czym? - Rękoma przytrzymałem ją przy ścianie.
-Widzę jak na Ciebie patrzy, widzę!
-Coś Ci się wydaje... zazdrośnico. - Puściłem ją.
-Co ona ma w sobie czego ja nie mam?! - Nie żałowała ataku na.Avalon. Było to widać po jej oczach. Nadal nie rozumiałem jej pytania. Nic mnie nie łączyło z córką Victora. Poczułem w głowie przypływ krwi.
-Chuj Ci do tego, nic mnie z nią nie łączy. NIE MIAŁAŚ PRAWA JEJ TAK.POTRAKTOWAĆ! - Ryknąłem. Echo mojego głosu przeszło korytarzem szpitala. Za jednym razem moja czaszka zamieniła się w pysk wilka. Ciało pokryło się futrem. Ręce stały się potężnymi, naprężonymi łapami. Nie mogąc się opanować wciąż się przemieniałem w wilka. Olivia patrzyła na mnie z przerażeniem. Stanąłem na dwóch łapach, byłem dwa razy większy od niej. Już miałem się na nią rzucić, gdy.przede.mną pojawił się Yo z gotowym do strzału, łukiem. Moje.źrenice były rozszerzone na całą szerokość. Dopiero gdy Yo przestrzelił mi na wylot ucho wybiegłem z szpitala potracając innych ludzi. Wiedziałem, że Yo nie chciał mnie skrzywdzić...
Sammy został w szpitalu. Pewnie tak jak ja nie wiedział co zrobić. Zatrzymałem się przed jakimś budynkiem. Dookoła mnie zbierali się ludzie. Rozgladałem się szukając wyjścia z tłumu. Podszedłem do nich i zacząłem warczeć. Przerażeni uciekli.

Wróciłem do domu Olivii. Z czasem się uspokoiłem. Przed północą wrócili ze szpitala. Siedziałem w kuchni, przy herbacie i fajce. Zerknąłem w bok.
-Lenny, powinniśmy stąd odejść. Niech tylko Avalon dojdzie do siebie.
-Sammy... To moja wina. Gdzie Olivia?
-Poszła z Yo do Sue. Wytłumaczy im wszystko.
-Chciałeś zabić ją? -Wtrącił się Michael..-Ki...kim ty w ogóle jesteś? - Milczałem, spalając do końca skręta. Po chwili Gage odważył się odezwać...
-Potworem. Mieszkamy tyle lat... A.tu taki cyrk?! Sammy czy ty też....?
-Yhm... W sumie spodziewałem się gorszej reakcji.
-Dobra, zamknijcie się. Jutro pójdziemy do Pekkolay'a. Avalon dojdzie do siebie po kilku godzinach.
-Kim ona jest? Kim wy jesteście? - Jęknął Sam. Wszyscy wstrzymali oddech...
-Księżna Avalon, córka Victora, potomek magicznych istot.  Niedoszła władczyni piekła. Ja i on, jesteśmy synami Rycerza Niebios. Zesłanymi na służbę w piekle. Chcący się uwolnić od rządów Victora. Pokonać w raz Pekkolay'em go.
-A awantura w szpitalu... Ty i Avalon...?
-Nie. Kurwa. - Zepchnąłem ręką szklankę na ziemię. Wyszedłem z pomieszczenia. Zamieniłem się przy.nich w wilka i odbiegłem w stronę jakiejś polany.... Tuż za mną pędził Sammy.

Avalon? Krótkie? ;d

wtorek, 13 stycznia 2015

"Pamięć"

Siedziałam w kuchni obracając w palcach pierścień, który znalazłam w pokoju Lenny'ego. Przypominał posrebrzanego węża zwiniętego w okrąg, w którym wyryte były dziwne znaki. Przyglądałam im się uważnie. Nie potrafiłam ich rozczytać, lecz coś w środku mówiło mi, że powinnam znać te symbole.. Westchnęłam i spojrzałam w okno przysłuchując się śmiechom z salonu.
-Haahah, ty myślisz, że byłeś hardkorem?-zawołał Yo-Chłopie, ja będąc takim berbeciem wlazłem na wierzchołek sosny i...!
Uśmiechnęłam.się wyobrażając sobie ten widok. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie pamiętałam ani momentu z własnego dzieciństwa. Próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek.. Lecz nie potrafiłam. Jak to było możliwe? Żeby nie pamiętać ani jednej chwili z okresu dzieciństwa?
Zamyślona wstałam i skierowałam się na schody, ale nie zrobiłam nawet trzech kroków, gdy usłyszałam za sobą Olivie.
-Gdzie idziesz? Do Lenny'ego?-spytała ostro. Zacisnęłam dłonie w pięści próbując nad sobą panować.
-Tak, a co? Zabronisz mi?-warknęłam nawet się nie odwracając. Słyszałam jak dziewczyna prycha.
-A żebyś wiedziała. Przypominam, że jesteś w moim domu.
-Tak. Jestem. Ale nie musze-powiedziałam spokojnie i poszłam na góre. Jeszcze w połowie schodów doleciały mnie słowa Olivi.
-Gdyby nie Lenny w ogóle by cię tu nie było-syknęła. Stanęłam wmurowana. Jeszcze mocniej zacisnęłam pięści wbijając sobie paznokcie w dłonie.
-Nie zbliżaj się do niego. Dobrze ci radze-warknęła i znikneła w kuchni. Przez chwile patrzyłam wściekła w ściane. Potem poszłam do pokoju Lenny'ego. Zamknęłam i warknęłam do  siebie.
-Następnym razem rzuce w nią czymś ostrym... Przysięgam-odwróciłam się i zobaczyłam właściciela pokoju siedzącego na łóżku i chowającego coś za plecami. Popatrzyłam na niego uważnie.
-Co tam masz?-spytałam robiąc krok w jego strone. Chłopak podniósł się i odwrócił do mnie tyłem i schował to coś do jednej z szuflad. Kiedy spojrzał na mnie odparł
-Nic ciekawego-uśmiechnął się krzywo. Przekrzywiłam głowe w lewo i spytałam smutno
-Nie pokażesz mi..?
-Nie jest godne twojej uwagi.
-Ja mam inme zdanie na ten temat..-powiedziałam cicho stając bardzo blisko Lenny'ego. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy. Potem ktoś nagle otworzył drzwi. Oboje tam spojrzeliśmy. Sammy patrzył na nas dokładnie takim samym wzrokiem jak rano Michael. Poirytowana przewróciłam oczami i odsunęłam się od chłopaka. Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia i popatrzyli na mnie. Uniosłam dłonie do góry i powiedziałam
-Wiem, wiem. Ide do łazienki..-mruknęłam i wyszłam z pokoju. W przedpokoju stanęłam.czując na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się, ale nie było nikogo.. Tylko pusta ciemność. A jednak coś mówiło mi, że nie jestem sama.. Odetchnęłam by uspokoić nerwy, gdy nagle czyjaś dłoń zacisnęła się na moich ustach. Poczułam nagły ścisk w żołądku.
-To za wszystko co mi zrobiłaś, suko-syknął ktoś prosto do mojego ucha. W tym samym momencie poczułam jak coś ostrego wbija mi się w brzuch. Kilka takich ciosów i zostałam pchnięta na podłoge. Jedną ręką trzymałam się za brzuch, a drugą podpierałam się, żeby całkiem nie upaść. Spróbowałam dojrzeć kto to zrobił, lecz napastnik przycisnął mnie nogą do ziemi. Jęknęłam i uderzyłam policzkiem w posadzke z głuchym łomotem. Przed oczami natychmiast mi pociemniało i wszystkie odgłosy z dołu jakby zcichły i oddaliły się.. Wszystko się oddalało..

Lenny? Nie wiem co to! >.<