Nie aczaj!
czwartek, 6 września 2018
sobota, 9 maja 2015
"Bezdenna ciemność.."
-Avalon.. Avalon skup się..-zacisnęłam mocniej oczy starając się nie zwracać uwagi na głos.-Avalon prosze cię.. Musisz się skupić.. Skup się. Rozumiesz? Masz się skupić.-powtarzał głos w kółko. Coś mi mówiło, że znam ten głos.. Spróbowałam się skupić, ale na nic. -Avalon musisz się skupić. Musisz się uspokoić i skupić. Znajdź w sobie spokój. Nie bój się. Nie możesz się bać... Nie musisz.. Nie masz czego. Avalon..
Warknęłam pod nosem próbując się uspokoić. Po dłuższej chwili przestałam się trząść.
-Brawo..- powiedział głos. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam przed swoją twarzą czyjąś dłoń. Spojrzałam wyżej i zobaczyłam szeroko uśmiechniętego chłopaka. Miał zmierzwione czarne włosy i szare, spokojne oczy. Powoli podałam mu dłoń i wstałam. Rozejrzałam się. Teraz otaczała nas jasność... Popatrzyłam zdziwiona na chłopaka i puściłam jego dłoń. On westchnął i wsunął ręce do kieszeni szarych spodni.
-Pamiętaj. Nie możesz się bać czegoś nad czym masz władze-odezwał się chłopak. Rozejrzałam się. Nigdzie go nie było. Niczego nie było. Wdech, wydech, wdech, wydech. Spokój. Uspokoiłam się. Teraz zaczynamy zabawę z Cieniem..
Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w pokoju Lenny'ego. Nie bardzo wiedziałam jak sie tam znalazłam, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejsze było znalezienie właściciela pokoju. I to jak najszybciej. "Musze spotkać się z Pekkolay'em. Dowiedzieć się dlaczego nie pamiętam dzieciństwa spędzonego z jego synem, dlaczego nie wiedziałam, że panuje nad Cieniem i Nocą.. Tyle pytań. Jedna osoba, która może mi odpowiedzieć" pomyślałam nieco zła i zdeterminowana. Szybko wyskoczyłam z łóżka i nie patrząc na to, że nie mam na palcu pierścienia, wybiegłam z domu.
Lenny?
niedziela, 25 stycznia 2015
"Chuj Ci do tego..."
Westchnąłem patrząc na brata.
-Znów wieje od Ciebie chłodem.
-Ciesz się, że nie brudną skarpetą. - Przez mój nos przeleciało głośno powietrze w efekcie drwiny, towarzyszył temu również śmiech.
-No to co, jutro o dwunastej przejdziemy się po ojca i zmykamy do góry?
-Myślisz, że ten plan wypali?
-Nie mając w siebie wiary, nie będziesz potrafił wygrać. - Mruknąłem pod nosem.
-A co z Księżniczką?
-Yo się nią zajmie, a reszta pewnie też.
-Yo? Ten aniołek ze strzałą? Dobrze, że amorem nie jest.
-Tylko on wie, czego chcę. No tak jakby. Dobra.
-O wilku mowa. Uwwrr...- Pojawił się Yo w moim pokoju. Rycerz piekieł wraz z aniołem pod jednym dachem to gwarantowana kłótnia, jednak coś kazało nam do Yo zmienić stosunek.
-Szybko, Lenny... Avalon.. dzwoń po pogotowie! - Wybiegł z pokoju. Odruchowo zadzwoniłem po karetkę. Gdy czekałem na słowa, że mogę się rozłączyć zobaczyłem ranną Avalon.
-Yo, Sammy... jeśli zbadają jej krew, mogą być kłopoty. - Chłopcy spojrzeli się na siebie. W krótkim czasie pojawiła się pomoc.
Czekałem z przyjaciółmi na poczekalni. Krążyłem wokół, nie mogąc opanować emocji. Poczułem niepokój z jednej strony. Spojrzałem w stronę Olivii. Czułem nieprzyjemną energię. Podszedłem do niej, a ona wstała. Ujrzałem w jej oczach siebie, swoje lśniące oczy.
-To ty?
-Ta suka sobie zasłużyła!
-Czym? - Rękoma przytrzymałem ją przy ścianie.
-Widzę jak na Ciebie patrzy, widzę!
-Coś Ci się wydaje... zazdrośnico. - Puściłem ją.
-Co ona ma w sobie czego ja nie mam?! - Nie żałowała ataku na.Avalon. Było to widać po jej oczach. Nadal nie rozumiałem jej pytania. Nic mnie nie łączyło z córką Victora. Poczułem w głowie przypływ krwi.
-Chuj Ci do tego, nic mnie z nią nie łączy. NIE MIAŁAŚ PRAWA JEJ TAK.POTRAKTOWAĆ! - Ryknąłem. Echo mojego głosu przeszło korytarzem szpitala. Za jednym razem moja czaszka zamieniła się w pysk wilka. Ciało pokryło się futrem. Ręce stały się potężnymi, naprężonymi łapami. Nie mogąc się opanować wciąż się przemieniałem w wilka. Olivia patrzyła na mnie z przerażeniem. Stanąłem na dwóch łapach, byłem dwa razy większy od niej. Już miałem się na nią rzucić, gdy.przede.mną pojawił się Yo z gotowym do strzału, łukiem. Moje.źrenice były rozszerzone na całą szerokość. Dopiero gdy Yo przestrzelił mi na wylot ucho wybiegłem z szpitala potracając innych ludzi. Wiedziałem, że Yo nie chciał mnie skrzywdzić...
Sammy został w szpitalu. Pewnie tak jak ja nie wiedział co zrobić. Zatrzymałem się przed jakimś budynkiem. Dookoła mnie zbierali się ludzie. Rozgladałem się szukając wyjścia z tłumu. Podszedłem do nich i zacząłem warczeć. Przerażeni uciekli.
Wróciłem do domu Olivii. Z czasem się uspokoiłem. Przed północą wrócili ze szpitala. Siedziałem w kuchni, przy herbacie i fajce. Zerknąłem w bok.
-Lenny, powinniśmy stąd odejść. Niech tylko Avalon dojdzie do siebie.
-Sammy... To moja wina. Gdzie Olivia?
-Poszła z Yo do Sue. Wytłumaczy im wszystko.
-Chciałeś zabić ją? -Wtrącił się Michael..-Ki...kim ty w ogóle jesteś? - Milczałem, spalając do końca skręta. Po chwili Gage odważył się odezwać...
-Potworem. Mieszkamy tyle lat... A.tu taki cyrk?! Sammy czy ty też....?
-Yhm... W sumie spodziewałem się gorszej reakcji.
-Dobra, zamknijcie się. Jutro pójdziemy do Pekkolay'a. Avalon dojdzie do siebie po kilku godzinach.
-Kim ona jest? Kim wy jesteście? - Jęknął Sam. Wszyscy wstrzymali oddech...
-Księżna Avalon, córka Victora, potomek magicznych istot. Niedoszła władczyni piekła. Ja i on, jesteśmy synami Rycerza Niebios. Zesłanymi na służbę w piekle. Chcący się uwolnić od rządów Victora. Pokonać w raz Pekkolay'em go.
-A awantura w szpitalu... Ty i Avalon...?
-Nie. Kurwa. - Zepchnąłem ręką szklankę na ziemię. Wyszedłem z pomieszczenia. Zamieniłem się przy.nich w wilka i odbiegłem w stronę jakiejś polany.... Tuż za mną pędził Sammy.
Avalon? Krótkie? ;d
wtorek, 13 stycznia 2015
"Pamięć"
Siedziałam w kuchni obracając w palcach pierścień, który znalazłam w pokoju Lenny'ego. Przypominał posrebrzanego węża zwiniętego w okrąg, w którym wyryte były dziwne znaki. Przyglądałam im się uważnie. Nie potrafiłam ich rozczytać, lecz coś w środku mówiło mi, że powinnam znać te symbole.. Westchnęłam i spojrzałam w okno przysłuchując się śmiechom z salonu.
-Haahah, ty myślisz, że byłeś hardkorem?-zawołał Yo-Chłopie, ja będąc takim berbeciem wlazłem na wierzchołek sosny i...!
Uśmiechnęłam.się wyobrażając sobie ten widok. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie pamiętałam ani momentu z własnego dzieciństwa. Próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek.. Lecz nie potrafiłam. Jak to było możliwe? Żeby nie pamiętać ani jednej chwili z okresu dzieciństwa?
Zamyślona wstałam i skierowałam się na schody, ale nie zrobiłam nawet trzech kroków, gdy usłyszałam za sobą Olivie.
-Gdzie idziesz? Do Lenny'ego?-spytała ostro. Zacisnęłam dłonie w pięści próbując nad sobą panować.
-Tak, a co? Zabronisz mi?-warknęłam nawet się nie odwracając. Słyszałam jak dziewczyna prycha.
-A żebyś wiedziała. Przypominam, że jesteś w moim domu.
-Tak. Jestem. Ale nie musze-powiedziałam spokojnie i poszłam na góre. Jeszcze w połowie schodów doleciały mnie słowa Olivi.
-Gdyby nie Lenny w ogóle by cię tu nie było-syknęła. Stanęłam wmurowana. Jeszcze mocniej zacisnęłam pięści wbijając sobie paznokcie w dłonie.
-Nie zbliżaj się do niego. Dobrze ci radze-warknęła i znikneła w kuchni. Przez chwile patrzyłam wściekła w ściane. Potem poszłam do pokoju Lenny'ego. Zamknęłam i warknęłam do siebie.
-Następnym razem rzuce w nią czymś ostrym... Przysięgam-odwróciłam się i zobaczyłam właściciela pokoju siedzącego na łóżku i chowającego coś za plecami. Popatrzyłam na niego uważnie.
-Co tam masz?-spytałam robiąc krok w jego strone. Chłopak podniósł się i odwrócił do mnie tyłem i schował to coś do jednej z szuflad. Kiedy spojrzał na mnie odparł
-Nic ciekawego-uśmiechnął się krzywo. Przekrzywiłam głowe w lewo i spytałam smutno
-Nie pokażesz mi..?
-Nie jest godne twojej uwagi.
-Ja mam inme zdanie na ten temat..-powiedziałam cicho stając bardzo blisko Lenny'ego. Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy. Potem ktoś nagle otworzył drzwi. Oboje tam spojrzeliśmy. Sammy patrzył na nas dokładnie takim samym wzrokiem jak rano Michael. Poirytowana przewróciłam oczami i odsunęłam się od chłopaka. Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia i popatrzyli na mnie. Uniosłam dłonie do góry i powiedziałam
-Wiem, wiem. Ide do łazienki..-mruknęłam i wyszłam z pokoju. W przedpokoju stanęłam.czując na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałam się, ale nie było nikogo.. Tylko pusta ciemność. A jednak coś mówiło mi, że nie jestem sama.. Odetchnęłam by uspokoić nerwy, gdy nagle czyjaś dłoń zacisnęła się na moich ustach. Poczułam nagły ścisk w żołądku.
-To za wszystko co mi zrobiłaś, suko-syknął ktoś prosto do mojego ucha. W tym samym momencie poczułam jak coś ostrego wbija mi się w brzuch. Kilka takich ciosów i zostałam pchnięta na podłoge. Jedną ręką trzymałam się za brzuch, a drugą podpierałam się, żeby całkiem nie upaść. Spróbowałam dojrzeć kto to zrobił, lecz napastnik przycisnął mnie nogą do ziemi. Jęknęłam i uderzyłam policzkiem w posadzke z głuchym łomotem. Przed oczami natychmiast mi pociemniało i wszystkie odgłosy z dołu jakby zcichły i oddaliły się.. Wszystko się oddalało..
Lenny? Nie wiem co to! >.<
niedziela, 28 grudnia 2014
"Chłód..."
-Co tu taki rumot był? - W drzwiach stał Michael z dziwnym spojrzeniem. Cóż... sam się nie dziwię, w końcu stałem blisko, nad dziewczyną w bieliźnie oraz mojej koszulce.- To ja może nie będę przeszkadzać... - Zamknął drzwi a ja ze śmiechem odsunąłem się od Avalon.
-Pięknie...
-Co... o co mu chodziło?
-O nic. Po co tam sięgałaś?
-A... w sumie nie wiem. Przepraszam za to zamieszanie.
-Nic się nie stało. - Odparłem. Odłożyłem pudło na miejsce i ziewnąłem.- Ubierz się i przyjdź na śniadanie.
Zostawiłem Avalon w pokoju i sam poszedłem się umyć oraz ubrać. Podczas kąpieli zastanawiałem się co pozostawiłem w swoich pudłach kilka lat temu... dosyć długo było nie otwierane...
-Lenny! Też chcę wejść!- Krzyknął Sam i dobijał się do łazienki. Szybkim ruchem się wytarłem i ubrałem. Zszedłem na dół, na śniadanie. Usiadłem na przeciwko Michaela, który śmiał się patrząc na mnie.
-Co? - W końcu zapytałem jedząc jajecznicę.
-Ten widok... wy...? - Szepnął pod nosem...
-NIE.- Oburzyłem się.
-Ale widziałem... No przyznaj się!
-Nie mam do czego, pomagałem jej wstać. Spadła z ściany..
-Ściany?
-Sięgała po coś na półkę, tam gdzie były moje pudła..
-Chłopcy, jeść!- Wtrąciła się Sue z śmiechem. Był to bowiem ładny poranek, słońce świeciło... deszcz nie spadł... Po tych słowach i Michael się przymknął. Miałem nadzieję, że Avalon nie wie o co chodzi. Po śniadaniu każdy usiadł w salonie, przy telewizorze.
-To co, idziemy wypróbować BMX'a?
-Czemu by nie?
-Będę mogła tu zostać?- Zapytała nas Avalon. Ja skinąłem głową i wzruszyłem ramionami.
-Też zostanę. Muszę ogarnąć ten syf po wczoraj.- Dodała Olivia. Większość towarzyszy spojrzała się na mnie. Pewnie z myślą "one się tu pozabijają". Ja natomiast wiedziałem, że córka Victora sobie poradzi. Poczułem chłód... chłód który zawsze towarzyszy mojemu bratu.
-Wiecie co... ja muszę załatwić swoją osobną sprawę. Więc.... - Urwałem zdanie i wyszedłem z domu. Taksówką dotarłem na przedmieścia, blisko lasu. Zamieniłem się w wilka i szedłem w równym tempie ku rzece. Wtedy z powietrza utworzył się Sammy.
-Zdrajca... - Warknął idąc obok mnie.
-Nie prawda...- Uchyliłem łeb, idąc nadal w tym samym rytmie.
-Ukrywasz córkę Victora.
-Jesteś moim bratem... nigdy jej nie widziałeś, nie znasz jej...
-Ty też.
-Ale wiem jedno, ma dosyć życia w zamku. Chce poznawać znajomych, bawić się oraz...
-Oraz... co? - Przerwał mi niskim tonem.
-Jesteś rycerzem piekieł... wiem, że zawsze byłej lojalny dla władcy, ale uświadom sobie, że Victor to fałszywy idiota.
-Fałszywy idiota?! - Wskoczył na mnie przytrzymując mi łapą gardło przy ziemi.
-Pamiętasz jeszcze Nenyto?
-Nenyto?...- Zmarszczył czoło przyciskając moją krtań bardziej.
-Zanim go zabił, był tylko głupim zastępcą Shoza! Zwykły nadęty rycerz, mógł zostać generałem tylko gdy Shozo zginie. Został Generałem, a potem zjebem na tronie. A my? zostaliśmy rycerzami bo ojciec nim był! Tylko, że w niebie, dla naszej matki się zrzekł. Wtedy mnie zaciągnąłeś do Nenyto, w końcu do Victora. Teraz pragnę być najzwyklejszym wilkołakiem. Może i kiedyś odwiedzę Pekkolay'a.
-Pekkolay'a? Ale... wydasz Królewnę, ciebie poślą jako szpiega, wygadasz im wszystko... Bracie... nie możesz!
-Odejdź z piekła wraz ze mną. Dla mnie, dla dobra Avalon.
-Przemyślę to. - Odskoczył ode mnie. Zaczął się kręcić dookoła nie wiedząc co zrobić.
-Sammy, przynieś moją księgę przyszłości, oblaną srebrem. Wiesz gdzie mnie znaleźć. Obyś dobrze zdecydował...
-Lenny. Jesteś mym bratem, trzymam się ciebie. Jednak zdrada... strata honoru..
-Straciliśmy honor przyłączając się do nieodpowiedniej służby. - Uśmiechnąłem się.
-Jeszcze na ten wieczór, wrócę. Przygotujcie dla mnie pokój. Pozdrów ich, oraz złóż życzenia Gage. - Mruknął pod nosem. Zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Chłód także znikł...
Zostały mi jeszcze dwie sprawy. Musiałem się po wielu latach skontaktować z rodzicami, oraz przywrócić stanowisko ojca. Być może i wtedy, ja bym otrzymał "błękitną tarczę, miecz i zbroję".
Pamiętałem adres dokładnie, a miejsce... nic się nie zmieniło. Szary dom, z zielonkawym dachem. Piękny ogród, ustrojony przez mą matkę. Wychyliłem łeb zza krzaków i zmieniłem się w człowieka. Bez obaw podszedłem do drzwi, gdy zapukałem... drzwi otworzyła mi dziewczyna. Patrzyła na mnie, jakby ujrzała zjawę... Mruknąłem pod nosem.
-Mogę wejść?- Bez słów, dziewczyna mnie przepuściła. Wędrowałem przez korytarze, aż dotarłem do kuchni. Było tam pięcioro dzieci oraz dwóch dorosłych. Każdy z nich spojrzał się na mnie.
-Lenny...? - Sapnęła starsza kobieta. - Ty żyjesz....
-Lenny?! - Krzyknęła reszta. Ojciec nawet się nie odwrócił.
-Mogę z Tobą pomówić ojcze? - Podszedłem do niego z żalem. Zgodził się, wraz z nim wyszedłem na taras.
-Dzieci bardzo za tobą tęskniły. Nie wspomnę o matce.
-Wybacz, nie miałem jak...
-Rozumiem. Co z Sammy'm?
-Ehh... jest bezpieczny. Mam ciekawe wieści dla ciebie. - Uśmiechnąłem się do ojca, po kilku latach. Było to dziwne uczucie, ale odprężające. Rozmowa się rozpoczęła od namowy odwiedzenia Niebios, powrotu na służbę rycerską. Zakpił... ale udało się. Gdy dowiedział się, że ja chciałbym się przyłączyć do niebieskiej armii zaczął się śmiać mówiąc, że prędzej mnie zabiją. Ja jednak byłem poważny, ma powaga zaniepokoiła matkę.
-Dopiero co wróciłeś z piekła... Pomyślą, że jesteś szpiegiem!
-Znają twą rodzinę, znają ciebie. Wybaczą Ci boś... byłeś zaślepiony miłością ojcze.- Po długo trwającej rozmowie dogadaliśmy się. Potem poświęciłem czas dla rodzeństwa. Obiecałem im, że jeśli tylko Pokkolay mnie i mojego ojca do swej armii będziemy mogli godnie, wspólnie zamieszkać.
Niestety czas mnie gonił, a znajomi pewnie się niecierpliwili. Podczas powrotu napotkałem Sammy'ego i razem wróciliśmy do domu. Powiedziałem mu o sytuacji w rodzinie. Zechciał jutro iść ze mną do władcy nieba- Pokkolay'a. Ostrzegłem go także o ojcu, który powędruje z nami.
-Sammy?! Kope lat!- Krzyknął Sam ściskając mego brata. Co tam macie?
-A... nie ważne... - Chwyciłem swoją księgę i poszedłem do góry. - Zajmijcie się nim.
Gdy tylko zostałem sam w swoim pokoju, otworzyłem księgę przyszłości, oblaną srebrem. Pokazywała przeszłość, teraźniejszość i przyszłość danej osoby, wystarczyło wypowiedzieć jej imię i nazwisko... Kartki wtedy zalewały się atramentem, powstawały obrazki oraz teksty ukazujące dzieje danego człowieka. Przyszłość... następne pokolenia... można było ujrzeć swe dzieci, swą miłość. Jednak można było oszukać księgę... Czyny nie zawsze są pewne. Czasem, przy dziale przyszłości są brakujące słowa, obrazki... jest się wtedy niepewny miłości, wyboru. Przez dłuższą chwilkę zastanawiałem się nad osobą, którą bym chciał "sprawdzić".
Avalon? Nie wiem co to jest XDXD
sobota, 27 grudnia 2014
"Koszmar"
Olivia posłała mi ponure spojrzenie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do Lenny'ego. Popatrzyłam na paczke od Sue i zapytałam
-Co może w niej być?
Chłopak popatrzył na mnie, a potem na paczke
-Nie wiem... Może jakieś wybitne wino?
-Wybitne wino?-parsknęłam śmiechem. Czarnowłosy chłopak zaśmiał się i podszedł do lodówki. Otworzył ją i zaczął czegoś szukać.
-Hej Avalon, pomożesz mi ogarnąć pokój?-usłyszałam za sobą głos Yo. Odwróciłam się do niego i uśmichnęłam kiwając głową na potwierdzenie. Poszłam z nim do salonu i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie wyglądało na takie, które koniecznie trzeba posprzątać.
-Avalon, orientuj się!-zawołał Yo. Nim się obejrzałam oberwałam poduszką w twarz. Pisnęłam i zrobiłam kilka kroków w tył, żeby odzyskać równowage. Yo zaczął się śmiać, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie. Podniosłam poduszke z ziemi.
-Pożałujesz-warknęłam pod nosem i rzuciłam nią w chłopaka, który poleciał do tyłu lądując na sofie. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Piękne lądowanie!-zawołałam ze śmiechem-Powinieneś zostać lotnikiem!
-Lotnikiem? Chyba lotniarzem-Yo zaczął się jeszcze bardziej śmiać. Uśmiechnęłam się.
-Też mi różnica-prychnęłam.
-Oj jest różnica!-zawołał Yo i uśmiechnął się chytrze. Skrzywiłam się i szybko odwróciłam, ale nie zrobiłam nawet kroku. Poczułam jak ręce Yo oplatają mój brzuch i ciągną najpierw w tył, a potem podnoszą do góry. Zaczęłam piszczeć i śmiać się jednocześnie, próbując wyrwać się z uścisku.
Jakąś godzine później czekaliśmy na Gage i Sue. Na stole stały przekąski przygotowane przez Olivie oraz prezenty dla solenizanta. Oparty o ściane stał BMX od Lenny'ego i Yo (a przynajmniej tak twierdził Yo). Kiedy ktoś zapukał do drzwi wszyscy się wzdrygnęliśmy i jak na zawołanie wstaliśmy. Sam otworzył drzwi, przez które z krzykiem wpadł Gage. Za nim śmiejąc się weszła Sue.
-Impreeeezaaaaaa!-wydarł się Michael. Sam przyłączył się do niego, a Gage przytulał wszystkich po kolei w "podzięce". Gdy przyszła moja kolej myślałam, że chłopak połamie mi żebra. A potem zaczęła się zabawa i picie..
Koło 2 w nocy Lenny odprowadzał mnie do swojego pokoju, w którym tymczasowo spałam ja.
-Coś ci potrzeba?-spytał stojąc w drzwiach i patrząc na mnie półprzytomnym wzrokiem. Pomyślałam przez chwile i spytałam niepewnie.
-Mógłbyś pożyczyć mi jakąś swoją koszulke..?
-Jasne..-mruknął i podszedł do komody. Otworzył ją i po chwili podał mi złożoną w kostke czarną koszulke. Rozłożyłam ją i przyłożyłam ją do siebie.
-Będzie wieeeelkaaa...-powiedziałam patrząc na siebie. Chłopak lekko się uśmiechnął i podszedł do drzwi.
-Na pewno w niczym ci nie pomóc?-zapytałam robiąc krok w stronę drzwi.
-Na pewno. Idź spać. Dobranoc Avalon-posłał mi delikatny uśmiech i zamnkął za sobą drzwi. Szybko przebrałam się w "piżame", która składała się z majtek i koszulki Lenny'ego. Podeszłam do okna i wyjrzałam na zewnątrz. Księżyc oświetlał pobliskie budynki i drzewa. Popatrzyłam na jeden z dachów. Coś co się poruszyło przykuło moją uwage. Zmrużyłam oczy i starałam się dojrzeć co to takiego. Przez całe moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Czułam na sobie czyjś wzrok. Przez chwile patrzyłam na coś na dachu, a po chwili wycofałam się w głąb pokoju. Kładąc się na łóżku myślałam o tym czy to przypadkiem nie był ktoś z ekskorty poszukiwawczej.. Potrząsnęłam głową.
-Przecież to niemożliwe..-mruknęłam próbując przekonać sama siebie.
Czuje jak podłoga osuwa mi się spod nóg, a ja niekontrolowanie spadam w ciemność. Uderzam w coś z dużą siłą. Potem krzyk. Ktoś mnie woła. Po imieniu. Znam ten głos. Ale nie potrafie sobie przypomnieć do kogo on należy. Z cienia wyłania się ogromny stwór. Nie ma kształtu. Ale widze jego oczy. Wpatrują się we mnie. Cała drże ze strachu. Chrzęst po prawej stronie. Oczy natychmiast tam patrzą. Pojawia się pysk i ostre zęby. Znowu moje imie. Przypominam sobie do kogo należy ten głos i w tej samej chwili zębiska łapią tego kogoś i stwór go połyka. Słysze tylko mój krzyk.
Nagle otworzyłam oczy i podniosłam się szybko. Starałam się uspokoić oddech i bicie serca. Rozejrzałam się po pokoju i położyłam z powrotem głowe na poduszce. Zamknęłam oczy. Od razu zobaczyłam ostre zęby i świdrujące oczy. Natychmiast otworzyłam oczy. Pokręciłam głową i spróbowałam ponownie. To samo. I tak cztery razy. Z piątej próby zrezygnowałam. Usiadłam na łóżku i przeczesałam palcami włosy. Zagryzłam dolną warge. Popatrzyłam na drzwi i po krótkim wahaniu zeszłam z łóżka i na palcach poszłam do salonu. Na sofie zobaczyłam śpiącego Lenny'ego. W połowie był przykryty kocem. Podeszłam do niego i kucnęłam obok. Delikatnie szturchnęłam go w ramie. Zero reakcji.
-Lenny..-szepnęłam. To też nie dało skutków.-Lenny... Lenny obudź się... Prosze, obudź się.. Lenny..-szeptałam mu do ucha potrząsając nim lekko za ramie. Po chwili chłopak otworzył oczy. Przez moment patrzył na mnie nieprzytomnie. W końcu spytał
-Avalon? Czemu nie śpisz..?-ledwo zrozumiałam co powiedział. Z ludzmi, którzy na pół spią naprawde ciężko się jest dogadać.
-Nie moge..-jęknęłam.
-Co.? Dlaczego?
-Śnił mi się koszmar, nie moge zasnąć...-mruknęłam modląc się, żeby nie zapytał o treść tego koszmaru.
-Avalon... Idź spać, prosze cię... Jest 4 nad ranem, chciałbym się wyspać..
-Ale ja nie moge..
-Avalon, prosze cię..
-Ale Lenny...-przerwałam mu.
-No co?-zapytał podpierając się na łokciu. Przyjrzałam mu się. Był wyczerpany... Pokręciłam głową i lekko się uśmiechnęłam.
-Już nic. Masz racje.. Wróce spać..
-Ale na pewno?
-Tak. Wybacz, że cię obudziłam. Śpij dalej...-szybko wróciłam do pokoju. Wiedziałam jedno. Za nic na świecie nie zasne. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Owiał mnie zimny podmuch nocnego powietrza. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na pierścień. A gdyby tak... Zjęłam pierścień i rzuciłam go na łóżko. Rozłożyłam wielkie skrzydła i wzbiłam się w powietrze...
Siedziałam na łóżku i tępo patrzyłam na sufit. Zerknęłam na zegarek. Dochodziła 9, a w domu wszyscy nadal spali. Spojrzałam na półke powieszoną wysoko pod sufitem. Stały na niej dwa pudła, a pomiędzy nimi coś błyszczało. Powoli wstałam i podeszłam do ściany, na której wisiała ows szafka. Była tak wysoko, że spokojnie pomiędzy nią, a moją głową zmieściłaby się jeszcze jedna ja. Warknęłam pod nosem i postawiłam stope na najniższej szafce. Ręką złapałam najwyższej, do której sięgałam. Drugą noge postawiłam na kolejnej szafce. Gdy już prawie sięgałam do intetuesującej mnie półki ktoś zapukał do drzwi. Znieruchomiałam.
-Avalon?-po głosie poznałam, że to Lenny. Chłopak otworzył drzwi i skamieniał widząc mnie wiszącą na półkach. Zerknęłam szybko na niego. Poczułam jak noga ześlizguje mi się z szafki. Spróbowałam złapać coś błyszczącego, ale zamiast tego złapałam jedno z pudeł. Spadłam z piskiem na podłoge, a po chwili runęła na mnie zawartości pudła. Na koniec pudło spadło mi na głowe i nic nie widziałam. Czułam jak palą mnie policzki i cieszyłam się, że mam to pudło na głowie.
Lenny? ^^'
"Szukają Cię..."
-Daleko ta dziewczyna mieszka?
-Może trochę... Potem pokaże Ci okolice miasta.- Królewna schowała ręce w kieszenie. Szliśmy rozmawiając o prezencie dla Gage. W pewnym momencie zobaczyłem dwie znajome twarze. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się. Chwyciłem mocno dziewczynę i skręciłem z nią w ciemną uliczkę. Oprałem się o starą ścianę, przyciskając do niej Avalon. Dziewczyna była zagubiona....
-Co.. co ty robisz?
-Szukają Cię. - Spojrzałem się w bok. Akurat przechodzili, nie patrzyli w boki tylko przed siebie. Gdy zniknęli mi z oczu spojrzałem na królewnę. Uśmiechnąłem się i odsunąłem. Poczułem niezręczną chwilę.
-To... możemy iść dalej. - Walnąłem od czapy i wyszedłem z uliczki. Odetchnąłem.
Kilka minut później byliśmy przy drzwiach od domu dziewczyny Gage'go. Zapukałem i czekałem...
-Oo.. hej Lenny.- Wzrok Sue przeniósł się na Avalon.
-To jest Avalon, będzie przez dłuższy czas mieszkać z naszą grupką
-Miło mi, jestem Sue.- Kącikiem ust uśmiechnęła się do królewny. Wtem zapytała. - To co chcecie?
-Gage u Ciebie jest?
-Jasne, bierze kąpiel.
-To... przytrzymasz go kilka godzin od domu? Jego urodziny i trzeba zorganizować jakąś imprezkę.
-Aaa... to tak przy okazji, dołączcie ten prezent do waszych. - Podała nam paczkę. - Tylko ostrożnie. Jakbym miała kłopoty napisze.
-Dobra, dzięki.- Trzymając paczkę wyszliśmy na ulicę.
-Chcesz z tym chodzić?
-Przydałby się jakiś wóz...
-Wyczaruj sobie,
-Nie taki zły pomysł.- Mruknąłem pod nosem i pomyślałem nad zaklęciem. Przeczytawszy całą księgę z magią można było pomylić wiele zaklęć. Przymknąłem oczy, sięgnąłem głębiej swej duszy i otworzyłem oczy. Ku mym oczom ujawnił się Porsche Cayenne S. Zerknąłem na dziewczynę.
-Ciekawy gust.
-No wiem. - Uśmiechnąłem się i włożyłem paczkę na tylne siedzenia. Po czym usiadłem za kółkiem. Avalon usiadła na miejsce pasażera...
Zjawiliśmy się w sklepie sportowym. Szukaliśmy BMX'a dla Gage, jako prezent. Miał swój, jednak sprzed kilku lat. Wraz z Avalon pomyśleliśmy, że będzie to dobry pomysł na prezent. Chętnie bym i sobie kupił, ale nie miałbym na to czasu. Po wyjściu ze sklepu Avalon zapytała:
-Po co wydawać pieniądze, możesz to wyczarować...- Zaśmiałem się ironicznie.
-Hyh... Jeszcze by mi się coś nie udało. Zresztą nie można mieć wszystkiego od tak. - Ciemnowłosa przewróciła oczami uśmiechając się.
W chwili wolnej pokazałem jej kilka miejsc jak dobre restauracje, galerie, sklepy z ciuchami, żywnością, sklepy monopolowe... oraz parki, skateparki, kilka miejsc z klubami oraz tam, gdzie zawsze można było zobaczyć nadzwyczajny krajobraz. Przy tym ostatnim miejscu, dziewczyna chyba zupełnie "odleciała". Było to bowiem za miastem, przy dolinie gdzie znajdowały się wysokie wzgórza. Gdy się weszło na nie, widać było całe miasto, okoliczne wsie i naturę. Słońca też nie brakowało... Spoglądając w dół było widać życie zwierząt niedaleko rzeki....
Po krótkiej wycieczce wróciliśmy do miasta po jakiś alkohol i ciuchy dla królewny gdyż na tym świecie miała ich mało.. bardzo mało.
-Czemu o mnie tak dbasz? - Zapytała w drodze do domu.
-Jesteś podobno przyszłą królową terenów Victora. Pomimo, że sądzę... to, że...
-No co?
-Że to nie jest prawowity władca piekła, każdy który przebywa z jego córką, synem, rodziną... po prosu powinienem.
-Powinieneś? A chcesz? - Prowadząc samochód spojrzałem w bok. Zacisnąłem zęby i nie zamierzałem odpowiedzieć. W końcu dojechaliśmy do domu...
-No w końcu! Gdzie byliście?
-Po prezent dla niego, alkohol, u Sue i pokazałem jej miasto. - Położyłem na stół paczkę od Sue oraz oparłem BMX'a o ścianę. Avalon odłożyła alkohol do lodówki.
-Jedzeniem i piciem ja się miała zająć...- Dodała Olivia.
-To taki bonusik...- Odparła Avalon z kaprysem.
Avaaalooon? Flaakiii z Olejeeeem...


