niedziela, 28 grudnia 2014
"Chłód..."
-Co tu taki rumot był? - W drzwiach stał Michael z dziwnym spojrzeniem. Cóż... sam się nie dziwię, w końcu stałem blisko, nad dziewczyną w bieliźnie oraz mojej koszulce.- To ja może nie będę przeszkadzać... - Zamknął drzwi a ja ze śmiechem odsunąłem się od Avalon.
-Pięknie...
-Co... o co mu chodziło?
-O nic. Po co tam sięgałaś?
-A... w sumie nie wiem. Przepraszam za to zamieszanie.
-Nic się nie stało. - Odparłem. Odłożyłem pudło na miejsce i ziewnąłem.- Ubierz się i przyjdź na śniadanie.
Zostawiłem Avalon w pokoju i sam poszedłem się umyć oraz ubrać. Podczas kąpieli zastanawiałem się co pozostawiłem w swoich pudłach kilka lat temu... dosyć długo było nie otwierane...
-Lenny! Też chcę wejść!- Krzyknął Sam i dobijał się do łazienki. Szybkim ruchem się wytarłem i ubrałem. Zszedłem na dół, na śniadanie. Usiadłem na przeciwko Michaela, który śmiał się patrząc na mnie.
-Co? - W końcu zapytałem jedząc jajecznicę.
-Ten widok... wy...? - Szepnął pod nosem...
-NIE.- Oburzyłem się.
-Ale widziałem... No przyznaj się!
-Nie mam do czego, pomagałem jej wstać. Spadła z ściany..
-Ściany?
-Sięgała po coś na półkę, tam gdzie były moje pudła..
-Chłopcy, jeść!- Wtrąciła się Sue z śmiechem. Był to bowiem ładny poranek, słońce świeciło... deszcz nie spadł... Po tych słowach i Michael się przymknął. Miałem nadzieję, że Avalon nie wie o co chodzi. Po śniadaniu każdy usiadł w salonie, przy telewizorze.
-To co, idziemy wypróbować BMX'a?
-Czemu by nie?
-Będę mogła tu zostać?- Zapytała nas Avalon. Ja skinąłem głową i wzruszyłem ramionami.
-Też zostanę. Muszę ogarnąć ten syf po wczoraj.- Dodała Olivia. Większość towarzyszy spojrzała się na mnie. Pewnie z myślą "one się tu pozabijają". Ja natomiast wiedziałem, że córka Victora sobie poradzi. Poczułem chłód... chłód który zawsze towarzyszy mojemu bratu.
-Wiecie co... ja muszę załatwić swoją osobną sprawę. Więc.... - Urwałem zdanie i wyszedłem z domu. Taksówką dotarłem na przedmieścia, blisko lasu. Zamieniłem się w wilka i szedłem w równym tempie ku rzece. Wtedy z powietrza utworzył się Sammy.
-Zdrajca... - Warknął idąc obok mnie.
-Nie prawda...- Uchyliłem łeb, idąc nadal w tym samym rytmie.
-Ukrywasz córkę Victora.
-Jesteś moim bratem... nigdy jej nie widziałeś, nie znasz jej...
-Ty też.
-Ale wiem jedno, ma dosyć życia w zamku. Chce poznawać znajomych, bawić się oraz...
-Oraz... co? - Przerwał mi niskim tonem.
-Jesteś rycerzem piekieł... wiem, że zawsze byłej lojalny dla władcy, ale uświadom sobie, że Victor to fałszywy idiota.
-Fałszywy idiota?! - Wskoczył na mnie przytrzymując mi łapą gardło przy ziemi.
-Pamiętasz jeszcze Nenyto?
-Nenyto?...- Zmarszczył czoło przyciskając moją krtań bardziej.
-Zanim go zabił, był tylko głupim zastępcą Shoza! Zwykły nadęty rycerz, mógł zostać generałem tylko gdy Shozo zginie. Został Generałem, a potem zjebem na tronie. A my? zostaliśmy rycerzami bo ojciec nim był! Tylko, że w niebie, dla naszej matki się zrzekł. Wtedy mnie zaciągnąłeś do Nenyto, w końcu do Victora. Teraz pragnę być najzwyklejszym wilkołakiem. Może i kiedyś odwiedzę Pekkolay'a.
-Pekkolay'a? Ale... wydasz Królewnę, ciebie poślą jako szpiega, wygadasz im wszystko... Bracie... nie możesz!
-Odejdź z piekła wraz ze mną. Dla mnie, dla dobra Avalon.
-Przemyślę to. - Odskoczył ode mnie. Zaczął się kręcić dookoła nie wiedząc co zrobić.
-Sammy, przynieś moją księgę przyszłości, oblaną srebrem. Wiesz gdzie mnie znaleźć. Obyś dobrze zdecydował...
-Lenny. Jesteś mym bratem, trzymam się ciebie. Jednak zdrada... strata honoru..
-Straciliśmy honor przyłączając się do nieodpowiedniej służby. - Uśmiechnąłem się.
-Jeszcze na ten wieczór, wrócę. Przygotujcie dla mnie pokój. Pozdrów ich, oraz złóż życzenia Gage. - Mruknął pod nosem. Zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Chłód także znikł...
Zostały mi jeszcze dwie sprawy. Musiałem się po wielu latach skontaktować z rodzicami, oraz przywrócić stanowisko ojca. Być może i wtedy, ja bym otrzymał "błękitną tarczę, miecz i zbroję".
Pamiętałem adres dokładnie, a miejsce... nic się nie zmieniło. Szary dom, z zielonkawym dachem. Piękny ogród, ustrojony przez mą matkę. Wychyliłem łeb zza krzaków i zmieniłem się w człowieka. Bez obaw podszedłem do drzwi, gdy zapukałem... drzwi otworzyła mi dziewczyna. Patrzyła na mnie, jakby ujrzała zjawę... Mruknąłem pod nosem.
-Mogę wejść?- Bez słów, dziewczyna mnie przepuściła. Wędrowałem przez korytarze, aż dotarłem do kuchni. Było tam pięcioro dzieci oraz dwóch dorosłych. Każdy z nich spojrzał się na mnie.
-Lenny...? - Sapnęła starsza kobieta. - Ty żyjesz....
-Lenny?! - Krzyknęła reszta. Ojciec nawet się nie odwrócił.
-Mogę z Tobą pomówić ojcze? - Podszedłem do niego z żalem. Zgodził się, wraz z nim wyszedłem na taras.
-Dzieci bardzo za tobą tęskniły. Nie wspomnę o matce.
-Wybacz, nie miałem jak...
-Rozumiem. Co z Sammy'm?
-Ehh... jest bezpieczny. Mam ciekawe wieści dla ciebie. - Uśmiechnąłem się do ojca, po kilku latach. Było to dziwne uczucie, ale odprężające. Rozmowa się rozpoczęła od namowy odwiedzenia Niebios, powrotu na służbę rycerską. Zakpił... ale udało się. Gdy dowiedział się, że ja chciałbym się przyłączyć do niebieskiej armii zaczął się śmiać mówiąc, że prędzej mnie zabiją. Ja jednak byłem poważny, ma powaga zaniepokoiła matkę.
-Dopiero co wróciłeś z piekła... Pomyślą, że jesteś szpiegiem!
-Znają twą rodzinę, znają ciebie. Wybaczą Ci boś... byłeś zaślepiony miłością ojcze.- Po długo trwającej rozmowie dogadaliśmy się. Potem poświęciłem czas dla rodzeństwa. Obiecałem im, że jeśli tylko Pokkolay mnie i mojego ojca do swej armii będziemy mogli godnie, wspólnie zamieszkać.
Niestety czas mnie gonił, a znajomi pewnie się niecierpliwili. Podczas powrotu napotkałem Sammy'ego i razem wróciliśmy do domu. Powiedziałem mu o sytuacji w rodzinie. Zechciał jutro iść ze mną do władcy nieba- Pokkolay'a. Ostrzegłem go także o ojcu, który powędruje z nami.
-Sammy?! Kope lat!- Krzyknął Sam ściskając mego brata. Co tam macie?
-A... nie ważne... - Chwyciłem swoją księgę i poszedłem do góry. - Zajmijcie się nim.
Gdy tylko zostałem sam w swoim pokoju, otworzyłem księgę przyszłości, oblaną srebrem. Pokazywała przeszłość, teraźniejszość i przyszłość danej osoby, wystarczyło wypowiedzieć jej imię i nazwisko... Kartki wtedy zalewały się atramentem, powstawały obrazki oraz teksty ukazujące dzieje danego człowieka. Przyszłość... następne pokolenia... można było ujrzeć swe dzieci, swą miłość. Jednak można było oszukać księgę... Czyny nie zawsze są pewne. Czasem, przy dziale przyszłości są brakujące słowa, obrazki... jest się wtedy niepewny miłości, wyboru. Przez dłuższą chwilkę zastanawiałem się nad osobą, którą bym chciał "sprawdzić".
Avalon? Nie wiem co to jest XDXD
sobota, 27 grudnia 2014
"Koszmar"
Olivia posłała mi ponure spojrzenie, a ja uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do Lenny'ego. Popatrzyłam na paczke od Sue i zapytałam
-Co może w niej być?
Chłopak popatrzył na mnie, a potem na paczke
-Nie wiem... Może jakieś wybitne wino?
-Wybitne wino?-parsknęłam śmiechem. Czarnowłosy chłopak zaśmiał się i podszedł do lodówki. Otworzył ją i zaczął czegoś szukać.
-Hej Avalon, pomożesz mi ogarnąć pokój?-usłyszałam za sobą głos Yo. Odwróciłam się do niego i uśmichnęłam kiwając głową na potwierdzenie. Poszłam z nim do salonu i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie wyglądało na takie, które koniecznie trzeba posprzątać.
-Avalon, orientuj się!-zawołał Yo. Nim się obejrzałam oberwałam poduszką w twarz. Pisnęłam i zrobiłam kilka kroków w tył, żeby odzyskać równowage. Yo zaczął się śmiać, a ja posłałam mu mordercze spojrzenie. Podniosłam poduszke z ziemi.
-Pożałujesz-warknęłam pod nosem i rzuciłam nią w chłopaka, który poleciał do tyłu lądując na sofie. Zaczęłam się z niego śmiać.
-Piękne lądowanie!-zawołałam ze śmiechem-Powinieneś zostać lotnikiem!
-Lotnikiem? Chyba lotniarzem-Yo zaczął się jeszcze bardziej śmiać. Uśmiechnęłam się.
-Też mi różnica-prychnęłam.
-Oj jest różnica!-zawołał Yo i uśmiechnął się chytrze. Skrzywiłam się i szybko odwróciłam, ale nie zrobiłam nawet kroku. Poczułam jak ręce Yo oplatają mój brzuch i ciągną najpierw w tył, a potem podnoszą do góry. Zaczęłam piszczeć i śmiać się jednocześnie, próbując wyrwać się z uścisku.
Jakąś godzine później czekaliśmy na Gage i Sue. Na stole stały przekąski przygotowane przez Olivie oraz prezenty dla solenizanta. Oparty o ściane stał BMX od Lenny'ego i Yo (a przynajmniej tak twierdził Yo). Kiedy ktoś zapukał do drzwi wszyscy się wzdrygnęliśmy i jak na zawołanie wstaliśmy. Sam otworzył drzwi, przez które z krzykiem wpadł Gage. Za nim śmiejąc się weszła Sue.
-Impreeeezaaaaaa!-wydarł się Michael. Sam przyłączył się do niego, a Gage przytulał wszystkich po kolei w "podzięce". Gdy przyszła moja kolej myślałam, że chłopak połamie mi żebra. A potem zaczęła się zabawa i picie..
Koło 2 w nocy Lenny odprowadzał mnie do swojego pokoju, w którym tymczasowo spałam ja.
-Coś ci potrzeba?-spytał stojąc w drzwiach i patrząc na mnie półprzytomnym wzrokiem. Pomyślałam przez chwile i spytałam niepewnie.
-Mógłbyś pożyczyć mi jakąś swoją koszulke..?
-Jasne..-mruknął i podszedł do komody. Otworzył ją i po chwili podał mi złożoną w kostke czarną koszulke. Rozłożyłam ją i przyłożyłam ją do siebie.
-Będzie wieeeelkaaa...-powiedziałam patrząc na siebie. Chłopak lekko się uśmiechnął i podszedł do drzwi.
-Na pewno w niczym ci nie pomóc?-zapytałam robiąc krok w stronę drzwi.
-Na pewno. Idź spać. Dobranoc Avalon-posłał mi delikatny uśmiech i zamnkął za sobą drzwi. Szybko przebrałam się w "piżame", która składała się z majtek i koszulki Lenny'ego. Podeszłam do okna i wyjrzałam na zewnątrz. Księżyc oświetlał pobliskie budynki i drzewa. Popatrzyłam na jeden z dachów. Coś co się poruszyło przykuło moją uwage. Zmrużyłam oczy i starałam się dojrzeć co to takiego. Przez całe moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Czułam na sobie czyjś wzrok. Przez chwile patrzyłam na coś na dachu, a po chwili wycofałam się w głąb pokoju. Kładąc się na łóżku myślałam o tym czy to przypadkiem nie był ktoś z ekskorty poszukiwawczej.. Potrząsnęłam głową.
-Przecież to niemożliwe..-mruknęłam próbując przekonać sama siebie.
Czuje jak podłoga osuwa mi się spod nóg, a ja niekontrolowanie spadam w ciemność. Uderzam w coś z dużą siłą. Potem krzyk. Ktoś mnie woła. Po imieniu. Znam ten głos. Ale nie potrafie sobie przypomnieć do kogo on należy. Z cienia wyłania się ogromny stwór. Nie ma kształtu. Ale widze jego oczy. Wpatrują się we mnie. Cała drże ze strachu. Chrzęst po prawej stronie. Oczy natychmiast tam patrzą. Pojawia się pysk i ostre zęby. Znowu moje imie. Przypominam sobie do kogo należy ten głos i w tej samej chwili zębiska łapią tego kogoś i stwór go połyka. Słysze tylko mój krzyk.
Nagle otworzyłam oczy i podniosłam się szybko. Starałam się uspokoić oddech i bicie serca. Rozejrzałam się po pokoju i położyłam z powrotem głowe na poduszce. Zamknęłam oczy. Od razu zobaczyłam ostre zęby i świdrujące oczy. Natychmiast otworzyłam oczy. Pokręciłam głową i spróbowałam ponownie. To samo. I tak cztery razy. Z piątej próby zrezygnowałam. Usiadłam na łóżku i przeczesałam palcami włosy. Zagryzłam dolną warge. Popatrzyłam na drzwi i po krótkim wahaniu zeszłam z łóżka i na palcach poszłam do salonu. Na sofie zobaczyłam śpiącego Lenny'ego. W połowie był przykryty kocem. Podeszłam do niego i kucnęłam obok. Delikatnie szturchnęłam go w ramie. Zero reakcji.
-Lenny..-szepnęłam. To też nie dało skutków.-Lenny... Lenny obudź się... Prosze, obudź się.. Lenny..-szeptałam mu do ucha potrząsając nim lekko za ramie. Po chwili chłopak otworzył oczy. Przez moment patrzył na mnie nieprzytomnie. W końcu spytał
-Avalon? Czemu nie śpisz..?-ledwo zrozumiałam co powiedział. Z ludzmi, którzy na pół spią naprawde ciężko się jest dogadać.
-Nie moge..-jęknęłam.
-Co.? Dlaczego?
-Śnił mi się koszmar, nie moge zasnąć...-mruknęłam modląc się, żeby nie zapytał o treść tego koszmaru.
-Avalon... Idź spać, prosze cię... Jest 4 nad ranem, chciałbym się wyspać..
-Ale ja nie moge..
-Avalon, prosze cię..
-Ale Lenny...-przerwałam mu.
-No co?-zapytał podpierając się na łokciu. Przyjrzałam mu się. Był wyczerpany... Pokręciłam głową i lekko się uśmiechnęłam.
-Już nic. Masz racje.. Wróce spać..
-Ale na pewno?
-Tak. Wybacz, że cię obudziłam. Śpij dalej...-szybko wróciłam do pokoju. Wiedziałam jedno. Za nic na świecie nie zasne. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Owiał mnie zimny podmuch nocnego powietrza. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na pierścień. A gdyby tak... Zjęłam pierścień i rzuciłam go na łóżko. Rozłożyłam wielkie skrzydła i wzbiłam się w powietrze...
Siedziałam na łóżku i tępo patrzyłam na sufit. Zerknęłam na zegarek. Dochodziła 9, a w domu wszyscy nadal spali. Spojrzałam na półke powieszoną wysoko pod sufitem. Stały na niej dwa pudła, a pomiędzy nimi coś błyszczało. Powoli wstałam i podeszłam do ściany, na której wisiała ows szafka. Była tak wysoko, że spokojnie pomiędzy nią, a moją głową zmieściłaby się jeszcze jedna ja. Warknęłam pod nosem i postawiłam stope na najniższej szafce. Ręką złapałam najwyższej, do której sięgałam. Drugą noge postawiłam na kolejnej szafce. Gdy już prawie sięgałam do intetuesującej mnie półki ktoś zapukał do drzwi. Znieruchomiałam.
-Avalon?-po głosie poznałam, że to Lenny. Chłopak otworzył drzwi i skamieniał widząc mnie wiszącą na półkach. Zerknęłam szybko na niego. Poczułam jak noga ześlizguje mi się z szafki. Spróbowałam złapać coś błyszczącego, ale zamiast tego złapałam jedno z pudeł. Spadłam z piskiem na podłoge, a po chwili runęła na mnie zawartości pudła. Na koniec pudło spadło mi na głowe i nic nie widziałam. Czułam jak palą mnie policzki i cieszyłam się, że mam to pudło na głowie.
Lenny? ^^'
"Szukają Cię..."
-Daleko ta dziewczyna mieszka?
-Może trochę... Potem pokaże Ci okolice miasta.- Królewna schowała ręce w kieszenie. Szliśmy rozmawiając o prezencie dla Gage. W pewnym momencie zobaczyłem dwie znajome twarze. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się. Chwyciłem mocno dziewczynę i skręciłem z nią w ciemną uliczkę. Oprałem się o starą ścianę, przyciskając do niej Avalon. Dziewczyna była zagubiona....
-Co.. co ty robisz?
-Szukają Cię. - Spojrzałem się w bok. Akurat przechodzili, nie patrzyli w boki tylko przed siebie. Gdy zniknęli mi z oczu spojrzałem na królewnę. Uśmiechnąłem się i odsunąłem. Poczułem niezręczną chwilę.
-To... możemy iść dalej. - Walnąłem od czapy i wyszedłem z uliczki. Odetchnąłem.
Kilka minut później byliśmy przy drzwiach od domu dziewczyny Gage'go. Zapukałem i czekałem...
-Oo.. hej Lenny.- Wzrok Sue przeniósł się na Avalon.
-To jest Avalon, będzie przez dłuższy czas mieszkać z naszą grupką
-Miło mi, jestem Sue.- Kącikiem ust uśmiechnęła się do królewny. Wtem zapytała. - To co chcecie?
-Gage u Ciebie jest?
-Jasne, bierze kąpiel.
-To... przytrzymasz go kilka godzin od domu? Jego urodziny i trzeba zorganizować jakąś imprezkę.
-Aaa... to tak przy okazji, dołączcie ten prezent do waszych. - Podała nam paczkę. - Tylko ostrożnie. Jakbym miała kłopoty napisze.
-Dobra, dzięki.- Trzymając paczkę wyszliśmy na ulicę.
-Chcesz z tym chodzić?
-Przydałby się jakiś wóz...
-Wyczaruj sobie,
-Nie taki zły pomysł.- Mruknąłem pod nosem i pomyślałem nad zaklęciem. Przeczytawszy całą księgę z magią można było pomylić wiele zaklęć. Przymknąłem oczy, sięgnąłem głębiej swej duszy i otworzyłem oczy. Ku mym oczom ujawnił się Porsche Cayenne S. Zerknąłem na dziewczynę.
-Ciekawy gust.
-No wiem. - Uśmiechnąłem się i włożyłem paczkę na tylne siedzenia. Po czym usiadłem za kółkiem. Avalon usiadła na miejsce pasażera...
Zjawiliśmy się w sklepie sportowym. Szukaliśmy BMX'a dla Gage, jako prezent. Miał swój, jednak sprzed kilku lat. Wraz z Avalon pomyśleliśmy, że będzie to dobry pomysł na prezent. Chętnie bym i sobie kupił, ale nie miałbym na to czasu. Po wyjściu ze sklepu Avalon zapytała:
-Po co wydawać pieniądze, możesz to wyczarować...- Zaśmiałem się ironicznie.
-Hyh... Jeszcze by mi się coś nie udało. Zresztą nie można mieć wszystkiego od tak. - Ciemnowłosa przewróciła oczami uśmiechając się.
W chwili wolnej pokazałem jej kilka miejsc jak dobre restauracje, galerie, sklepy z ciuchami, żywnością, sklepy monopolowe... oraz parki, skateparki, kilka miejsc z klubami oraz tam, gdzie zawsze można było zobaczyć nadzwyczajny krajobraz. Przy tym ostatnim miejscu, dziewczyna chyba zupełnie "odleciała". Było to bowiem za miastem, przy dolinie gdzie znajdowały się wysokie wzgórza. Gdy się weszło na nie, widać było całe miasto, okoliczne wsie i naturę. Słońca też nie brakowało... Spoglądając w dół było widać życie zwierząt niedaleko rzeki....
Po krótkiej wycieczce wróciliśmy do miasta po jakiś alkohol i ciuchy dla królewny gdyż na tym świecie miała ich mało.. bardzo mało.
-Czemu o mnie tak dbasz? - Zapytała w drodze do domu.
-Jesteś podobno przyszłą królową terenów Victora. Pomimo, że sądzę... to, że...
-No co?
-Że to nie jest prawowity władca piekła, każdy który przebywa z jego córką, synem, rodziną... po prosu powinienem.
-Powinieneś? A chcesz? - Prowadząc samochód spojrzałem w bok. Zacisnąłem zęby i nie zamierzałem odpowiedzieć. W końcu dojechaliśmy do domu...
-No w końcu! Gdzie byliście?
-Po prezent dla niego, alkohol, u Sue i pokazałem jej miasto. - Położyłem na stół paczkę od Sue oraz oparłem BMX'a o ścianę. Avalon odłożyła alkohol do lodówki.
-Jedzeniem i piciem ja się miała zająć...- Dodała Olivia.
-To taki bonusik...- Odparła Avalon z kaprysem.
Avaaalooon? Flaakiii z Olejeeeem...
czwartek, 25 grudnia 2014
"Urodziny"
-Ej..-mruknął Yo-Czy to nie dziś Gage ma urodziny?
Wszyscy spojrzeli na niego. Przekrzywiłam głowę lekko w prawo. Olivia zamyśliła się i po chwili odpowiedziała
-Tak, to dziś.
-Więc trzeba coś zrobić-mruknął Yo i popatrzył na mnie-Może Avalon ma jakiś pomysł?
Cała trójka spojrzała na mnie, a ja poczułam się dość niezręcznie. Wzruszyłam ramionami i wpatrzyłam się w stół.
-Trzeba coś przygotować, wiecie, jakieś takie małe przyjęcie..-mówił Yo-Olivia załatwiłabyś przekąski i picie, okey?-dziewczyna skinęła głową i powiedziała
-Gage musi sie trzymać z dala od domu aż do popołudnia. Sue to zrobi, ale trzeba jej to powiedzieć. Lenny pójdzie ze mną, a Yo zabierze ze sobą Avalon-spojrzała na mnie przeciągle. Znowu poczułam jak przechodzą mnie ciarki. Zerknęłam na nią. Czemu mnie tak strasznie nie lubiła? Co ja jej zrobiłam? I czemu była tak bardzo zazdrosna o Lenny'ego..? Coś zaświtało mi w głowie. Spojrzałam na chłopaka siedzącego obok mnie. Czyli Olivia była zakochana w Lenny'm... Ale jaki miało to związek ze mną? Nagle uświadomiłam sobie co powiedziała dziewczyna. Przestraszona popatrzyłam na ciemnowłosego chłopka i jęknęłam cicho. Nie chciałam iść z Yo, nie ufałam mu..
-Pójdę z Avalon-powiedział Lenny. Popatrzyłam na niego zdziwiona-Przy okazji pokaże jej trochę miasta
Dziewczyna popatrzyła na mnie pustym wzrokiem i bez słowa wyszła z kuchni. Yo lekko się uśmiechnął i poszedł za nią.
-Dlaczego to zrobiłeś?-spytałam. Lenny spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął wzruszając ramionami. Przyjrzałam mu się uważniej. Faktycznie był dość przystojny i miał słodki uśmiech.. Pokręciłam szybko głową odganiając ode mnie te dziwne myśli.
-Więc co? Idziemy do Sue?-zapytałam wypijając do końca wodę.
Lenny? Nie mam pomysłu! >.<
środa, 24 grudnia 2014
"Śniadanie..."
-I co ziomek, śpi? - Przyszedł do mnie Gage z popcornem.
-Pewnie tak. Trza coś wymyślić na jutro.
-Hm... dobra, trzymaj. Ja zmykam do Sue.
-Spoko.- Odebrałem popcorn i włączyłem telewizje. Przełączałem kanały nie mogąc znaleźć ciekawego filmu. Poczułem zimny dotyk na szyi. Spojrzałem w bok, zobaczyłem dłoń Olivi. Wyminęła mnie siadając obok.
-A ty jeszcze nie śpisz? - Zapytała częstując się popcornem.
-No nie, nic w telewizji nie ma, chciałem już iść...
-Gage poszedł do Sue?
-Taaa...
-Yo już śpi, Michael i Sam poszli do klubu....- Dziewczyna usiadła mi na kolana, podjadając popcorn.
-Wiesz, że to nie najlepsza pora...
-Hm..? No dobra. - Wstała i odeszła. Chciałem za nią pójść, ale zrezygnowałem. Wyłączyłem telewizor i poszedłem spać.
Na następny dzień obudziłem się późnym rankiem. Złożyłem łóżko i poszedłem zobaczyć czy Avalon jeszcze śpi, zapukałem do drzwi.
-Avalon, mogę wejść? - Nikt nie odpowiedział, więc wszedłem. Dziewczyny nie było. Szybkim tempem zszedłem na dół.
-Gdzie Avalon? - Zapytałem Olivi.
-Wysłałam ją po bułki.
-Przecież ona nie zna tego miasta... - Wziąłem swoją kurtkę i wyszedłem na zewnątrz. Padał deszcz, przez co zapach dziewczyny się rozpraszał, szybko zanikał. Nie mogłem odnaleźć Królewny. Myśląc, że zgubiła się wracałem do domu. Tuż po moim wejściu, wróciła Avalon.
-Gdzie ty byłaś? - Zapytałem.- Jesteś cała mokra...
-Po bułki.- Pokazała siatkę z bułkami. Uśmiechnąłem się. Olivia odebrała szarpnięciem siatkę i poszła do kuchni.
-No to teraz trzeba Ci znaleźć jakieś ubrania...- Avalon spojrzała na siebie i się zaśmiała. - Chodź ze mną.- Poszliśmy do mojego pokoju. Poszperałem po szufladach. Znalazłem starą, czarną księgę.
-INTERULUS! - Wskazałem palcem na Avalon, a drugą pstryknąłem. Z mokrych rzeczy powstała bielizna. Królewna się zasłoniła rękoma.
-Kur... nie to... - Odwróciłem się. Spojrzałem znów na strony księgi.
-Może bez takich pomyłek, co?!
-No... Et sarabala Blouse! - Powtórzyłem czynność. Tym razem ukazała się bluzka z spodniami.
-No w końcu. - Avalon poprawiła ubrania. W międzyczasie schowałem czarną księgę. Wyszliśmy z pokoju i wróciliśmy do kuchni, na śniadanie.
-Michael i Sam śpią jak zabici. Gage pewnie wróci na obiad. - Powiedziała do mnie Olivia podając kawę. Równocześnie przyłączył się do nas zaspany Yo. Od razu poczęstował się świeżymi bułkami. Siedząca obok mnie Avalon wpatrywała się w niego.
-Chcesz coś do picia? Zrób sobie coś do jedzenia. - Pomachałem jej przed nosem.
-Wodę.- Mruknęła pod nosem. Wstałem od stołu. Gdy wróciłem z szklanką wody podałem ją. Patrzyłem na córkę Victora jak jadła. Przynosiło mi to pewność, że nic jej nie jest. Po chwili poczułem szturchnięcie w kolano.
-Nie ładnie się to tak patrzeć.... - Uśmiechnęła się do mnie. Po tych słowach odwróciłem wzrok. Do kawy zrobiłem sobie bułkę z masłem orzechowym. Miałem dziwne przeczucie, że teraz to ja jestem ofiarą wzroku Avalon.
Avalon? Takie miłości XD
niedziela, 21 grudnia 2014
"Nauka życia w nowym świecie"
Odruchowo popatrzyłam za Lenny'm. Kiedy go zobaczyłam, podeszłam i usiadłam obok niego. Od razu poczułam na sobie mordercze spojrzenie Olivi. Postanowiłam je jednak zignorować.
-Lenny... Ymm.. Olivia to twoja.. Hmm... Partnerka?-zapytałam kątem oka obserwując jego kolegów biegających za piłką.
-Haha, nie-zaśmiał się i lekko się uśmiechnął-To tylko koleżanka-popatrzył na mnie, ale zaraz potem spojrzał na chłopaków. Zastanowiłam się przez chwile wpatrując się w czubki swoich butów.
-Jak na zwykłą koleżanke jest o ciebie strasznie zazdrosna-pokręciłam głową i spojrzałam w góre. Niebo było tu takie niebieskie w porównaniu z piekłem gdzie nieba w ogóle nie było.
-Tak właściwie to w co grają twoi koledzy?
-W kosza-odparł niewzruszony.
-Na czym to polega?
-Są dwie drużyny i dwa kosze. Każda z drużyn rzuca piłką do kosza przeciwnej drużyny.
-Aaa....ha-mruknęłam uważnie obserwując jak Michael rzuca piłką do kosza. Nagle tuż przede mną jak spod ziemi pojawiła sie Olivia. Usiadła pomiędzy nami, więc odsunęłam się na bezpieczną odległość. Nagle Yo krzyknął
-Hej, Avalon! Może zagrasz z nami?
Drgnęłam lekko nie do końca wiedząc co powinnam zrobić. Nim się obejrzałam byłam ciągnięta za ręke przez Michaela.
-Ale... Ale ja nie umiem..-jąkałam próbując się wymigać.
-Daj spokój-zaśmiał się Yo-Nauczymy cię-odbił piłke od ziemi pare razy i podał mi ją. Spojrzałam najpierw na piłke, a potem na chłopaka. Ruchem ręki pokazał mi, że mam ją odbic tak samo jak on. Zrobiłam co kazał choć wyszło mi to dość kiepsko. Michael zaśmiał się i powiedział
-No dobra na kozłem musisz poćwiczyć. Zobaczymy jakiego masz cela-wziął ode mnie piłke, odbił pare razy i rzucił do kosza. Idealny rzut. Prosto do kosza.
-Teraz ty spróbuj-podał mi piłke. Obróciłam ją w dłoniach i spojrzałam na kosz. Zmrużyłam oczy i rzuciłam piłką, która odbiła się od tablicy i wpadła do kosza. Yo i Michael patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczami.
-Masz cela! I to jakiego. Tylko... Trzeba poprawić postawe do rzutu.
-Ale najpierw ściągnij ten pierścionek-powiedział Yo z szerokim uśmiechem i złapał mnie za dłoń.
-Nie!-zawołałam wyrywając ręke z jego uścisku i odskoczyłam w tył. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni. Odwróciłam się do Lenny'ego i spuszczając głowe spytałam cicho
-Mogłabym prosić o coś do picia?
Chłopak podniósł sie i poszedł do domu. Podążyłam za nim do kuchni.
Gdy Lenny szukał szklanki oparłam się tyłem o blat i szepnęłam
-Przepraszam... Ale nie moge ściągnąć tego pierścienia...-wzięłam szklanke od milczącego chłopaka-Pozwolisz, że pójde się już położyć... Ymm... Pokażesz mi gdzie mam spać?
Lenny kiwnął głową i zaprowadził mnie schodami na góre.
-To mój pokój. Możesz tu spać.
-A ty?
-Będę spał w salonie-powiedział i zamknął drzwi. Popatrzyłam na nie smutno.
-Dziękuję..-powiedziałam cicho i położyłam się na łóżku. Nie mogłam zasnąć.
Lenny?
"Kruk"
-So... sorry za słowa o twym ojcu, że... że Cię wtedy tknąłem, przytuliłem. Ale.. dzięki mnie nie zostałaś zhańbiona. - Dokończyłem robiąc poważną minę. Wyszło na moje. Zacząłem się zastanawiać nad eskortą poszukiwawczą. Dlaczego ja? Dlaczego uciekła z swojego zamku... Pomimo, że byłem "pieskiem" Victora z lekka mu się buntowałem. Nawet nie słyszałem o królewnie... Patrzałem na nią z ciekawością.
-Za to Ci dziękuje... Jestem Avalon.
-Lenny... Dlaczego uciekłaś? Czemu ja muszę, że co?!
-Mam dosyć zakazów! Czułam się tam jak w więzieniu! Trafiłam do tamtej karczmy przypadkiem, a teraz tutaj...
-Przecież przy wrotach mnie, nas złapią. Kumple pomyślą, że uprowadziłem królewnę...- Zmrużyłem oczy i się rozejrzałem. Tuż po tym, podleciał do mnie czarny kruk. Przyjaciel, zwiadowca Sammy'ego. Wręczył mi małą kartkę z napisem "Córka Victora zaginęła, mamy się zjawić w zamku i zacząć poszukiwania". Królewna Avalon wyglądała na zaciekawioną. Schowałem kartkę i spojrzałem na nią z ukosa.
-Co to było? - Milczałem. Ryzykować powrót do ziemi piekielnej, czy zostać i być osądzony o porwanie osoby z rodziny królewskiej.
-Zwołują przez ciebie rycerzy. Oraz takich jak ja. "Piesek Victora" co wszystko wyniucha. Co bym nie zrobił, będzie źle. Wrócimy... ukarzą Ciebie, mnie mogą wynagrodzić. Zostaniemy tutaj... uprowadzenie Królewny.
-O nie. Ja tam nie wracam! - Kruk czekał na odpowiedź. Nie usłyszał jej i odleciał. Skoro, Avalon nigdy przedtem nie miała jak zapoznać się ze światem zewnętrznym była zależna ode mnie. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Zatem, musisz się mnie słuchać. Nigdy wcześniej tu nie byłaś? - Podszedłem do niej.
-No nie... ani nie rozmawiałam z ludźmi takimi jak ty...
-Ouł... zatem...
-No... - Domyślając się o co chodzi odsunąłem się.
-Głodna może jesteś?
-Nie dziękuje...
Poszliśmy na przedmieścia, gdzie znajdowała się grupa moich kumpli ze świata ludzi. Czterej chłopcy i jedna dziewczyna. Koledzy przyglądali się Avalon.
-No..no... to dziś balujemy rozumne? - Usłyszałem Gage. Koleżanka wyszła zazdrosna z pokoju buchając w Avalon łokciem.
-Nie w tym rzecz. Muszę ją... muszę się ją zająć.
-Tutaj? Olivia ją zniszczy. Prędzej czy później. - Zakpił Gage. Królewna stała w ciszy.
-Przy okazji to jest Avalon. To Gage, Michael, Sam i Yo. I ta co wyszła to Olivia. - Wskazałem na chłopców.
-Pamiętaj, przyprowadziłeś nową pannę, Olivia długo czekała na twoje odwiedziny...- Sam położył mi rękę na ramieniu. Równo z nim spojrzałem się na zestresowaną Avalon.
-Czy mogłabym skorzystać z łazienki?
-Yo, zaprowadź ją. - Olivia wróciła.
-Gdzie będzie spała?
-Na moim łóżku. Przeniosę się do salonu...
-Ta? Bo jeszcze do niej powędrujesz! - Spojrzałem na kumpli. Bez słów się z nimi porozumiałem, wyszli.
-Wiem, że długo mnie nie było... ale musiałem zniknąć, ale już jestem. Nie ufasz mi? - Przytuliłem ją. Po chwili odwzajemniła czynność. Niestety odsunęła się.
-Znikasz coraz częściej... nie dzwonisz, nie piszesz...
-Nie mogłem... A...em... mój wujek podrzucił mi Avalon do opieki.
-To twoja kuzynka?
-Sam nie wiem... Ale wydaje mi się, że nie. Przestań już no!- Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją do siebie. Olivia uśmiechnęła się. Pocałowała mnie w policzek... - To co, dasz jej się tu zatrzymać?
-Uhh... niech będzie.
-Dziękować. - Ucałowałem jej czoło i delikatnie się odsunąłem. Dołączyłem do chłopaków którzy byli na dworze i grali w koszykówkę. Chwilę potem zza drzwi wyszła Avalon, Yo i Olivia.
Avalon?
sobota, 20 grudnia 2014
"W innym świecie"
Po tym jak chłopak opuścił chatke przestałam płakać i rozejrzałam się dookoła. Warunki tutaj znacznie różniły się od tych w zamku. Mogłam się tego bardzo łatwo domyślić. Wstałam z kanapy i rozejrzałam się za jakimiś ubraniami. To któte miałam na sobie do niczego się już nie nadawało. Poszperałam troche po chatce i znalazłam rycerski strój. Szybko się w niego przebrałam i opuściłam dom mojego wybawcy. Rozejrzałam się. Nie znałam tych terenów, nigdy nie byłam poza zamkiem. A tam nie mam zamiaru wracać. Usłyszałam śmiech, więc schowałam się spowrotem za drzwi do chatki. Śmiech był coraz głośniejszy.
-Ej, a widziałeś tą blondyne? Hahah, ta to dopiero ostra była- zawołał jeden głos
-Ta? Pf! Ta, która zwiała z Lennym była..-urwał drugi głos zachaczając o coś nogą. Pierwszy zaczął się śmiać i powiedział.
-Ty! Patrz! Dom Lenny'ego! Ciekawe czy tam są?-zaśmiał się i podszedł do drzwi. Odwróciłam się przodem do drzwi i zmrużyłam oczy. Kiedy tylko się otworzyły mężczyzna oberwał w twarz z pół obrotu i padł nieprzytomny pod moje nogi. Popatrzyłam na drugiego, który natychmiast wymjerzył we mnie miecz. Uśmięchnęłam się lekko i skoczyłam na niego łapiąc go za ramiona. Kolanem uderzyłam go w szczękę, w której coś chrupnęło. Facet upadł na plecy, a ja wylądowałam na obu nogach. Spojrzałam na nich i skrzywiłam się.
-Mój ojciec jest zły?-zapytałam się sama siebie-A kto ich przyjmuje do rycerstwa?
Podeszłam do nich i obojgu zabrałam miecze. Obróciłam oba w dłoniach jednocześnie i schowałam je za pasy na plecach. Rozejrzałam się ponownie zastanawiając sie, w którą strone iść.
-Przydałaby mi się mapa..-mruknęłam do siebie.
-Mapa? A może być przewodnik?-powiedział ktoś z tyłu. Obruciłam.się w podskoku. Popatrzyłam na dziewczyne zdziwiona. Była wysoka, bardzo szczupła i chowała się pod wielkim kapturem od płaszcza ciągnącego się po ziemi. Zmierzyłam ją od stóp do głowy. Nie wyglądała na kogoś z Piekła. Ale skoro nie była stąd to musiała wiedzieć gdzie jest wyjście.
-A pomożesz mi się stąd wydostać?-zapytałam chłodno. Dziewczyna kiwnęła głową, a spod kaptura błysnęły jej białe zęby w uśmiechu.
-Przyszłej władczyni Piekła nie wypada uciekać-zaśmiała się i ruszyła przodem. Przez chwile stałam wmurowana. Kiedy się otrząsnęłam dogoniłam zakapturzoną postać i spytałam
-Kim jesteś, skąd wiesz kim ja jestem i skąd jesteś?
Usłyszałam jak dziewczyna śmieje się cicho. Miała perlisty śmiech, zupełnie inny niż te, do których przywykłam.
-Skąd wiem kim jesteś? Powiedzmy, że tam skąd pochodzę jesteś bardzo znana. Tak samo jak pewien młodzieniec, do którego musze cię zaprowadzić. Ja nazywam się Light, a miejsce mojego pochodzenia nie jest ci do niczego potrzebne.
Zatrzymała sie. Stanęłam obok i spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam wielkie wrota pilnowane przez czterech strażników.
-Musimy się tam dostać-powiedziała Light. Spojrzałam na nią.
-Jak? Przecież tego pilnują.
-Ty masz broń, a ja znam pewien trik-uśmiechnęła się. Spojrzałam na strażników.
Po chwili siedziałam między mieczami, toporami i włóczniami na drewnianym wozie, który ciągnęła Light. Poczułam jak się zatrzymujemy. Po chwili jeden ze strażników spytał
-Co to za wóz?
-Zapasy broni dla rycerzy piekieł na ziemi-dziewczyna odparła oschło.
-Sprawdźcie to-warknął strażnik. Zmrużyłam oczy i powoli wyciągnęłam jeden z mieczy. Kiedy tylko strażnik stanął na przeciwko mnie zaskoczony szybkim ruchem wsunęłam ostrze w jego klatke piersiową. Z jego ust polała się ciemna krew. Wyciągnęłam miecz z ciała mężczyzny i zeskoczyłam z wozu. Skoczyłam w strone drugiego strażnika i przebiłam mu bok. Złapał się za żebra i upadł na kolana. Spojrzałam na dziewczyne stojącą obok dwóch martwych strażników. Popatrzyłam na nią zaskoczona, ale nic nie powiedziałam. Pobiegłam za Light do wrót.
Stałyśmy w jakimś pomieszczeniu z wieloma drzwiami. Spojrzałam na moją towarzyszke. Nie miała już na sobie płaszcza, tylko długie czarne spodnie i błękitną bluzke. Długie białe włosy splecione miała w warkocze. Zlustrowała mnie białymi oczami.
-Ładnie ci w tym odcieniu niebieskiego, wiesz?-stwierdziła mierząc mnie krytycznym wzrokiem. Spojrzałam na siebie. Miałam ciemno niebieskie, opinające spodnie i bluzke w kolorze nieba, która zsuwała mi się z jednego ramiona.
-Gdzie my jesteśmy?-zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
-Na ziemii. Trzeba go teraz znaleźć...-mruknęła pod nosem. "Kogo?" pomyślałam idąc za dziewczyną.
Po chwili zatrzymałyśmy się przed wielkim budynkiem.
-Poczekamy tu. Zaraz wyjdzie-stwierdziła Light i spojrzała na mnie uśmiechnięta. Lekko się uśmiechnęłam, ale nie miałam pojęcia o kim ona mówi. Po krótkiej chwili Light skoczyła w bok, a po chwili zjawiła się ponownie trzymając za rękę jakiegoś chłopaka. Popatrzyłam na niego uważnie i poznałam w nim chłopaka z karczmy. Patrzyliśmy na siebie tak samo zdziwieni.
-No. A teraz masz jej pilnować i chornić przed ekskortoą poszukiwawczą. Jesteś zaszczycony. Musisz być to jest sama królewna piekieł. Jesteś jej obrońcą-dziewczyna zaśmiała się i po chwili oddaliła znikając jak kamfora. Spojrzałam na chłopaka i nieco się speszyłam. Spojrzałam w dół czując jak moje policzki się czerwienią.
Lenny? .-.
"Spragniony Jack"
-Gdzie ona kurwa! Gdzie ta suka! - Spojrzałem na nią. Stała cała sparaliżowana. Chwyciłem się za głowę i ziewnąłem. Wyglądała na zaskoczoną...
-Ucieczka z tego miejsca zawsze się, źle kończy.
-Ja...ja muszę!
-Jak każda.
-Lenny! Otwieraj! - Jack zaczął pukać w drzwi. W oczach dziewczyny pojawił blask. Przetarłem twarz.
-Co mu zrobiłaś?
-Co.. komu? - Kiwnąłem głową i podszedłem do drzwi. Dziewczyna się odsunęła chcąc uciec. W idealnym momencie złapałem ją.
-Ty suko... zaraz dam Ci nauczkę! - Rozzłoszczony chłopak, pełen agresji uniósł rękę. Zasłoniłem dziewczynę.
-Odejdź Lenny, może w końcu czegoś się nauczy!
-Przecież ona do mnie przyszła? Prawda? - Chciałem ją przytulić, jednak ona się odsuwała. Milczała.
-No nie wiem! Oddawaj mi ją!- Uchyliłem się nad dziewczyną i szepnąłem jej, by potwierdziła moje zdanie. Inaczej po Jacku już nie wstanie.
-Ty to nawet zaruchać nie potrafisz! ODDAWAJ TĄ SUKĘ!
-Najwidoczniej ucieka od ciebie, by być wierna mi.- Spojrzałem się na nią z uśmiechem. Dziewczyna lekko się zaśmiała. Zbulwersowany Jack wyszedł z hukiem. Gdy tylko wyszedł puściłem dziewczynę.
-Możesz iść...
-Ty... ty nie chcesz...
-Są też tacy, którzy po zarżnięciu tysięcy gardeł potrzebują spokoju, ciszy, snu. Pocieszenie z jakiś.... -Przerwałem by nie obrazić owej panny. - Po prostu nie jestem jak Jack. Może kiedyś. Po ślubie. - Zaśmiałem się. Dziewczyna tym bardziej zrobiła zdziwione oczy.
-Na rycerza piekieł nie przystaje! Victor by Cię od razu rozszarpał!
-Na rycerza.. ble ble. Victor to nędzny władca. Nawet nie potrafi rządzić. Same wojny odkąd pamiętam.
-Kim ty w ogóle jesteś?
-Pytanie, kim ty jesteś. Lepiej stąd idź. - Machnąłem ręką i wskazałem okno. Położyłem się na łóżku i czekałem aż dziewczyna wyjdzie. Minęła piąta minuta, dziesiąta... nadal stała przy oknie. W końcu krzyknęła...
-ALE JA CHCE WYJŚĆ DRZWIAMI!
-Co...Co?!- Usiadłem i sięgnąłem po szklankę wody.- Takie to życie. Pewnie wśród murów zamku balują, jedzą złoto. A tu nawet porządnych ludzi nie ma. - Zacząłem prawić monolog. - Kto posadził Victora na tronie, żal.
-Mogę już wyjść?!
-Pewnie.- Wstałem i poszedłem na dół. Rycerze zaliczali kolejne kobiety. Niektóre próbowały się wydostać z ich sideł, ale na darmo. Spojrzałem za siebie, czy poznana mi na górze dziewczyna idzie za mną. Zgubiłem ją. Cofnąłem się. Zobaczyłem ją przy stole z Jackiem. Zaczynał się do niej dobierać. Chwilę poczekałem by zobaczyć jak Jack obrywa od dziewczyny. Dostał kilkakrotnie w krocze, jednak był wytrzymały. Trzymał ją za biodra, jednocześnie zrzucając z niej ubrania. Otrząsłem się i poszedłem.
-Mówiłem Ci coś na ten temat... chodź. - Pociągnąłem ją za rękę. Szczęście, że jeszcze była ubrana... Jack nie chciał jej puścić. Złapał ją za ubranie, kiedy ja ją próbowałem odciągnąć. Ubranie się porwało. Każdy spojrzał na naszą dwójkę. Dziewczyna próbowała się wyrwać. Wyciągnąłem srebrny miecz i przyłożyłem mu do gardła.
-Jeszcze jedno gardło do kolekcji?- Warknąłem pod nosem. Puścił ją. Jednakże sam chwycił za swój sztylet i okaleczył dziewczynę w nogę. Przesunąłem swój miecz do przodu, przebijając jego gardło. Schowałem miecz i przytrzymałem dziewczynę, która siedziała na podłodze na pół naga. Trzymała swoją nogę, próbując się zakryć. Inni, którzy byli dookoła zgarnęli zwłoki Jacka i mnie zostawili. O dziwo, byłem traktowany z szacunkiem, niż inni. Bynajmniej można było to zauważyć u kobiet. Zamieniłem się w wilka i ułożyłem sobie czarnowłosą dziewczynę na grzbiecie i pobiegłem do swojej chatki. Położyłem ją na kanapie i oddałem jej koc.
-Po co ci do chuja było?
-Ja.. ja... - Popłakała się i zwinęła w kulkę.
-Wracaj już do swojego domu. Wynocha! - Warknąłem na nią. Zmieniłem się w człowieka i gdy tylko dziewczyna zniknęła usiadłem na kanapie. Miałem trzy dni odpoczynku, potem będę zmuszony wrócić na staż.
Po godzinie odpoczynku przypomniała mi się sytuacja z ciemnowłosą dziewczyną. Przy okazji zgłodniałem. Nie widząc sensu siedzenia w podziemiu poszedłem do wrót, które prze teleportowały mnie do świata ludzi.Pojawiłem się w starym budynku, gdzie znajdowały się przejścia do różnych światów. Poszedłem do jednej z galerii, gdzie z chęcią zamówiłem swój obiad. Rozglądałem się po pomieszczeniu. Ludzie nie wiedzący nic o takich zjawach jak ja...
Jednak wciąż nie dawała mi spokoju ta dziewczyna, w mych myślach. Kim była, skąd i czemu znalazła się w karczmie...
Avalon? ;-;
"Dość tego"
Leżałam na łóżku opierając wyprostowane nogi o ściane. Błądziłam wzrokiem po suficie.
Bycie starszą córką władcy piekieł było.... Nudne. Nie mogłam robić praktycznie nic, wszystko robiła za mnie służba. Musiałam zachowywać się tak jak na przyszłą władczynie piekła przystało. Najgorsze było to, że nie mogłam wystawić nawet palca poza zamek. To najbardziej mnie wkurzało. Byłam więźniem własnego domu.
Nagle drzwi do mojej komnaty się otworzyły i została wepchnięta do niej jedna ze służących. Była to młoda dziewczyna, która, ilekroć ją widziałam, miała łzy w oczach. Miała na sobie czarne szmaty zarzucone na jeszcze bardziej czarne ciało. Popatrzyłam na moją młodszą siostre, która śmiejąc się szyderczo stała w drzwiach i kopała służącą. Miracel była, można by rzec, moim przeciwieństwem. Była wysoka (jak na 10lat), miała platynowe włosy z czerwonymi pasmami i fioletowe oczy.
Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do łkającej służącej i pomogłam jej powoli wstać. Dziewczyna spojrzała na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami, a siostra natychmiast zamilkła. Lekko się uśmiechnęłam i zła spojrzałam na Miracel, która wrzasnęła na cały głos.
-POWIEM WSZYSTKO TACIE!!!-rozłożyła swoje małe nietoperzowe skrzydełka i poleciała długim korytarzem w stronę sali tronowej. Służąca odsunęła się ode mnie i powiedziała cicho.
-Królewno.. Będziesz miała problemy z mojego powodu..
-Nie przejmuj się-pokręciłam głową-Wszystko z tobą w porządku?
Dziewczyna kiwnęła głową, a ja wskazałam mały stolik w komnacie, na którym stała taca pełna jedzenia.
-Na pewno jesteś głodna, zjedz coś- klepnęłam ją delikatnie w ramie, rozłożyłam swoje ogromne "ptasie" skrzydła i poleciałam w ślad za siostrą. To była kolejna róznica między nami. Ja miałam czarne, wielkie skrzydła z piór, Miracel natomiast miała małe, czerwone skrzydła nietoperza. Dogoniłam ją tuż przed salą tronową. Na jej nieszczęście zachaczyła sukienką o kinkiet i zaryła w kamienną posadzke sali. Zatrzymałam się nad nią i spojrzałam w lewo na tron. Siedział na nim wysoki, umięśniony mężczyzna. Miał na sobie czerwone królewskie szaty, a w ręce trzymał złoty trójząb. Zlustrował mnie lodowatym wzrokiem krwistoczerwonych oczu.
-Mówiłem wam jak macie rozwiązywać swoje problemy!-huknął, a jego głos odbił się echem od ścian wielkiej sali. Przewróciłam oczami i złożyłam skrzydła lądując przed ojcem. Uklęknęłam na jedno kolano składając pokłon władcy piekieł. Kiedy się wyprostowałam Miracel śmignęła koło mnie i skoczyła na mężczyzne przewracając jego i tron.
-A Avalon pomogła służbie! Ona nie może być przyszłą władczynią!! Nie nadaje się do tego!!-krzyczała na cały głos. Usłyszałam ryk i głuchy łomot, zaskoczona spojrzałam w prawo i zobaczyłam jak Miracel osuwa się po ścianie na posadzke.
-Miracel..?-szepnęłam, ale nawet nie drgnęłam. Ojciec podniósł się i otrzepał szaty. Spojrzał na mnie normalnym już wzrokiem.
-Zabierz ją do jej komnaty. A jeśli to co mówiła to prawda...-zmrużył oczy-To radziłbym powrócić do lekcji z Marcusem..
Kiwnęłam głową, skłoniłam się ponownie i podeszłam do siostry. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do jej komnaty. Potem wróciłam do swojego pokoju i zobaczyłam pustą tace i kartke z napisem "Dziękuję". Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do okna. Spojrzałam na dziedziniec, na którym stało tylko dwóch strażników. Warknęłam pod nosem i odwróciłam się w strone drzwi, za którymi usłyszałam krzyki. Szybko je otworzyłam i zobaczyłam jednego ze sług szarpiących się z młodą dziewczyną, która w kółko krzyczała, że nie chce.
-Przestań stawiać opór! Bo powiadomie władce Victora!-wrzasnął sługa i szarpnął mocniej dziewczyne. Ta zaczęła płakać i zapierać się stopami o podłoge.
-Zaczekaj-powiedziałam i podeszłam do nich-Zostaw ją. Porozmawiam z nią i przyśle ją do ciebie.
Sługa spojrzał na mnie zmieszany, skłonił się i kiwając głową oddalił się korytarzem. Spojrzałam na dziewczyne i spytałam
-Co się dzieje? Czego nie chcesz?
-Nie, nie, nie, nie...-zacisnęła ręce włoku siebie i zaczęła się kiwać-Nie chcę tam iść... Nie chcę..-popatrzyła na mnie wielkimi oczami.
-No tak... Panienki dla rycerzy-warknęłam bardziej do siebie niż do dziewczyny. Pomyślałam chwile nad tym co usłyszałam od ojca w sali tronowej i o tym co powiedziała Miracel na mój temat. Zacisnęłam pięści rozumiejąc, że mam tego wszystkiego już serdecznie dość. Tego więzienia, tego zamknięcia, ograniczenia. Popatrzyłam na dziewczyne z uśmiechem i podałam jej ręke.
Spod kaptura obserwowałam inne panienki. Jedna z nich, która stała obok mnie wiedziała kim jestem naprawde i postanowiła mi pomóc. Nachyliła się do mnie i szepnęła
-Gdy tylko wkroczymy do miasta odejdź od nas. Wierz mi, że karczma to nie miejsce, w które chciałabyś trafić. Zrobisz krok i lądujesz naga na stole, to nic przyjemnego-pokiwała lekko głową. Spojrzałam na nią kątem oka. Zastanawiało mnie dlaczego żadna z nich nie stawia oporu, skoro to nic przyjemnego.
-Podejrzewam, że jako królewna nigdy nie dopuszczono do ciebie żadnego mężczyzny, prawda?-kontynuowała-Więc nawet nie wiesz jacy niektórzy są obrzydliwi. Naprawde. A ich łapska na...-wzdrygnęła się-Ugh! Koszmar!
-Więc czemu tam idziesz?-spytałam ponuro. Dziewczyna lekko się zmieszała.
-Bo.. Bo nie mam takiego szczęścia jak dziewczyna, z którą się zamieniłaś.
Kłamała. Widziałam to. Postanowiłam jednak nie drążyć tematu. Jednak miała racje. Nigdy nie miałam kontaktu z mężczyną, który niebyłby moim ojcem lub służącym. Pokręciłam głową i przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie w pięści i poprawiłam pierścień na palcu. Dzięki jego mocy moje wielkie skrzydła były niewidoczne i mogłam bez przeszkód podszyć się pod dziewczyne, która miała być panienką na "pocieszenie". Poczułam jak ktoś mocno mnie popycha. Spojrzałam w tył i zobaczyłam jednego ze strażników. Dziewczyna, która znała moją prawdziwą osobowość pociągnęła mnie za sobą. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Cholera.. Strażnicy idą z nami-szepnęła do mnie. Rozejrzałam się lekko spanikowana. "Strażnicy? Idą z nami?! Ale jak to?!" myślalam "Nie mogą! Jak ja uciekne? A jak odkryją, że to ja?!".
Wzięłam kilka głębokich wdechów i uspokoiłam myśli.
-W karczmie na samym początku będzie strazne zamieszanie. Wtedy spróbujesz się wymknąć na góre. Tam w jednym z pokoi wyjdziesz przez okno na dach i uciekniesz-mówiła dziewczyna. Brzmiało łatwo, ale byłam pewna, że wykonanie tego takie proste nie będzie. Kiwnęłam głową i odsunęłam się od niej.
Przed drzwiami poczułam mocny ścisk w żołądku. Rozejrzałam sie po karczmie. Było naprawde wielkie zamieszanie i gwar. Wszędzie siedzieli rycerze piekieł i rozmawiali z kumplami, inni już łapali panienki i zajmowali się nimi. Poczułam jak ktoś uderza mnie w żebra i przemknęłam między kelnerkami, rycerzami i dziewczynami na pocieszenie trzymając kaptur na głowie. Byłam już na schodach kiedy ktoś przycisnął mnie do ściany. Poczułam jak czyjaś wielka ręka przesuwa się powoli po moim brzuchu w dół. Warknęłam cicho i odepchnęłam się od ściany jednocześnie spychając mężczyzne ze schodów. Na szczęście ubrałam strój do walki, więc nie miałam problemów z poruszaniem się. Wpadłam szybko na góre i weszłam do pierwszego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i spróbowałam uspokoić bicie serca. Kiedy otworzyłam oczy serce podskoczyło mi do gardła na widok ciemnowłosego chłopaka o niebieskich oczach. Nie poruszyłam się czekając na ruch chłopaka.
Lenny? XD