niedziela, 28 grudnia 2014

"Chłód..."

Podszedłem do Avalon i zdjąłem z niej karton. Dziewczyna spojrzała się na mnie z dołu, z lekko zaczerwienionymi polikami. Odłożyłem karton i chciałem pomóc jej wstać. Nagle otworzyły się drzwi, wraz z królewną się na nie spojrzeliśmy.
-Co tu taki rumot był? - W drzwiach stał Michael z dziwnym spojrzeniem. Cóż... sam się nie dziwię, w końcu stałem blisko, nad dziewczyną w bieliźnie oraz mojej koszulce.- To ja może nie będę przeszkadzać... - Zamknął drzwi a ja ze śmiechem odsunąłem się od Avalon.
-Pięknie...
-Co... o co mu chodziło?
-O nic. Po co tam sięgałaś?
-A... w sumie nie wiem. Przepraszam za to zamieszanie.
-Nic się nie stało. - Odparłem. Odłożyłem pudło na miejsce i ziewnąłem.- Ubierz się i przyjdź na śniadanie.

Zostawiłem Avalon w pokoju i sam poszedłem się umyć oraz ubrać. Podczas kąpieli zastanawiałem się co pozostawiłem w swoich pudłach kilka lat temu... dosyć długo było nie otwierane...
-Lenny! Też chcę wejść!- Krzyknął Sam i dobijał się do łazienki. Szybkim ruchem się wytarłem i ubrałem. Zszedłem na dół, na śniadanie. Usiadłem na przeciwko Michaela, który śmiał się patrząc na mnie.
-Co? - W końcu zapytałem jedząc jajecznicę.
-Ten widok... wy...? - Szepnął pod nosem...
-NIE.- Oburzyłem się.
-Ale widziałem... No przyznaj się!
-Nie mam do czego, pomagałem jej wstać. Spadła z ściany..
-Ściany?
-Sięgała po coś na półkę, tam gdzie były moje pudła..
-Chłopcy, jeść!- Wtrąciła się Sue z śmiechem. Był to bowiem ładny poranek, słońce świeciło... deszcz nie spadł... Po tych słowach i Michael się przymknął. Miałem nadzieję, że Avalon nie wie o co chodzi. Po śniadaniu każdy usiadł w salonie, przy telewizorze.
-To co, idziemy wypróbować BMX'a?
-Czemu by nie?
-Będę mogła tu zostać?- Zapytała nas Avalon. Ja skinąłem głową i wzruszyłem ramionami.
-Też zostanę. Muszę ogarnąć ten syf po wczoraj.- Dodała Olivia. Większość towarzyszy spojrzała się na mnie. Pewnie z myślą "one się tu pozabijają". Ja natomiast wiedziałem, że córka Victora sobie poradzi. Poczułem chłód... chłód który zawsze towarzyszy mojemu bratu.
-Wiecie co... ja muszę załatwić swoją osobną sprawę. Więc.... - Urwałem zdanie i wyszedłem z domu. Taksówką dotarłem na przedmieścia, blisko lasu. Zamieniłem się w wilka i szedłem w równym tempie ku rzece. Wtedy z powietrza utworzył się Sammy.
-Zdrajca... - Warknął idąc obok mnie.
-Nie prawda...- Uchyliłem łeb, idąc nadal w tym samym rytmie.
-Ukrywasz córkę Victora.
-Jesteś moim bratem... nigdy jej nie widziałeś, nie znasz jej...
-Ty też.
-Ale wiem jedno, ma dosyć życia w zamku. Chce poznawać znajomych, bawić się oraz...
-Oraz... co? - Przerwał mi niskim tonem.
-Jesteś rycerzem piekieł... wiem, że zawsze byłej lojalny dla władcy, ale uświadom sobie, że Victor to fałszywy idiota.
-Fałszywy idiota?! - Wskoczył na mnie przytrzymując mi łapą gardło przy ziemi.
-Pamiętasz jeszcze  Nenyto?
-Nenyto?...- Zmarszczył czoło przyciskając moją krtań bardziej.
-Zanim go zabił, był tylko głupim zastępcą Shoza! Zwykły nadęty rycerz, mógł zostać generałem tylko gdy Shozo zginie. Został Generałem, a potem zjebem na tronie. A my? zostaliśmy rycerzami bo ojciec nim był! Tylko, że w niebie, dla naszej matki się zrzekł. Wtedy mnie zaciągnąłeś do Nenyto, w końcu do Victora. Teraz pragnę być najzwyklejszym wilkołakiem. Może i kiedyś odwiedzę Pekkolay'a.
-Pekkolay'a? Ale... wydasz Królewnę, ciebie poślą jako szpiega, wygadasz im wszystko... Bracie... nie możesz!
-Odejdź z piekła wraz ze mną. Dla mnie, dla dobra Avalon.
-Przemyślę to. - Odskoczył ode mnie. Zaczął się kręcić dookoła nie wiedząc co zrobić.
-Sammy, przynieś moją księgę przyszłości, oblaną srebrem. Wiesz gdzie mnie znaleźć. Obyś dobrze zdecydował...
-Lenny. Jesteś mym bratem, trzymam się ciebie. Jednak zdrada... strata honoru..
-Straciliśmy honor przyłączając się do nieodpowiedniej służby. - Uśmiechnąłem się.
-Jeszcze na ten wieczór, wrócę. Przygotujcie dla mnie pokój. Pozdrów ich, oraz złóż życzenia Gage. - Mruknął pod nosem. Zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Chłód także znikł...

Zostały mi jeszcze dwie sprawy. Musiałem się po wielu latach skontaktować z rodzicami, oraz przywrócić stanowisko ojca. Być może i wtedy, ja bym otrzymał "błękitną tarczę, miecz i zbroję".
Pamiętałem adres dokładnie, a miejsce... nic się nie zmieniło. Szary dom, z zielonkawym dachem. Piękny ogród, ustrojony przez mą matkę. Wychyliłem łeb zza krzaków i zmieniłem się w człowieka. Bez obaw podszedłem do drzwi, gdy zapukałem... drzwi otworzyła mi dziewczyna. Patrzyła na mnie, jakby ujrzała zjawę... Mruknąłem pod nosem.
-Mogę wejść?- Bez słów, dziewczyna mnie przepuściła. Wędrowałem przez korytarze, aż dotarłem do kuchni. Było tam pięcioro dzieci oraz dwóch dorosłych. Każdy z nich spojrzał się na mnie.
-Lenny...? - Sapnęła starsza kobieta. - Ty żyjesz....
-Lenny?! - Krzyknęła reszta. Ojciec nawet się nie odwrócił.
-Mogę z Tobą pomówić ojcze? - Podszedłem do niego z żalem. Zgodził się, wraz z nim wyszedłem na taras.
-Dzieci bardzo za tobą tęskniły. Nie wspomnę o matce.
-Wybacz, nie miałem jak...
-Rozumiem. Co z Sammy'm?
-Ehh... jest bezpieczny. Mam ciekawe wieści dla ciebie. - Uśmiechnąłem się do ojca, po kilku latach. Było to dziwne uczucie, ale odprężające. Rozmowa się rozpoczęła od namowy odwiedzenia Niebios, powrotu na służbę rycerską. Zakpił... ale udało się. Gdy dowiedział się, że ja chciałbym się przyłączyć do niebieskiej armii zaczął się śmiać mówiąc, że prędzej mnie zabiją. Ja jednak byłem poważny, ma powaga zaniepokoiła matkę.
-Dopiero co wróciłeś z piekła... Pomyślą, że jesteś szpiegiem!
-Znają twą rodzinę, znają ciebie. Wybaczą Ci boś... byłeś zaślepiony miłością ojcze.- Po długo trwającej rozmowie dogadaliśmy się. Potem poświęciłem czas dla rodzeństwa. Obiecałem im, że jeśli tylko Pokkolay mnie i mojego ojca do swej armii będziemy mogli godnie, wspólnie zamieszkać.

Niestety czas mnie gonił, a znajomi pewnie się niecierpliwili. Podczas powrotu napotkałem Sammy'ego i razem wróciliśmy do domu. Powiedziałem mu o sytuacji w rodzinie. Zechciał jutro iść ze mną do władcy nieba- Pokkolay'a. Ostrzegłem go także o ojcu, który powędruje z nami.
-Sammy?! Kope lat!- Krzyknął Sam ściskając mego brata. Co tam macie?
-A... nie ważne... - Chwyciłem swoją księgę i poszedłem do góry. - Zajmijcie się nim.

Gdy tylko zostałem sam w swoim pokoju, otworzyłem księgę przyszłości, oblaną srebrem. Pokazywała przeszłość, teraźniejszość i przyszłość danej osoby, wystarczyło wypowiedzieć jej imię i nazwisko... Kartki wtedy zalewały się atramentem, powstawały obrazki oraz teksty ukazujące dzieje danego człowieka. Przyszłość... następne pokolenia... można było ujrzeć swe dzieci, swą miłość. Jednak można było oszukać księgę... Czyny nie zawsze są pewne. Czasem, przy dziale przyszłości są brakujące słowa, obrazki... jest się wtedy niepewny miłości, wyboru. Przez dłuższą chwilkę zastanawiałem się nad osobą, którą bym chciał "sprawdzić".


Avalon? Nie wiem co to jest XDXD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz