Byłem chyba w jakiejś ukrytej kamerze. Zdziwiony powiedziałem...
-So... sorry za słowa o twym ojcu, że... że Cię wtedy tknąłem, przytuliłem. Ale.. dzięki mnie nie zostałaś zhańbiona. - Dokończyłem robiąc poważną minę. Wyszło na moje. Zacząłem się zastanawiać nad eskortą poszukiwawczą. Dlaczego ja? Dlaczego uciekła z swojego zamku... Pomimo, że byłem "pieskiem" Victora z lekka mu się buntowałem. Nawet nie słyszałem o królewnie... Patrzałem na nią z ciekawością.
-Za to Ci dziękuje... Jestem Avalon.
-Lenny... Dlaczego uciekłaś? Czemu ja muszę, że co?!
-Mam dosyć zakazów! Czułam się tam jak w więzieniu! Trafiłam do tamtej karczmy przypadkiem, a teraz tutaj...
-Przecież przy wrotach mnie, nas złapią. Kumple pomyślą, że uprowadziłem królewnę...- Zmrużyłem oczy i się rozejrzałem. Tuż po tym, podleciał do mnie czarny kruk. Przyjaciel, zwiadowca Sammy'ego. Wręczył mi małą kartkę z napisem "Córka Victora zaginęła, mamy się zjawić w zamku i zacząć poszukiwania". Królewna Avalon wyglądała na zaciekawioną. Schowałem kartkę i spojrzałem na nią z ukosa.
-Co to było? - Milczałem. Ryzykować powrót do ziemi piekielnej, czy zostać i być osądzony o porwanie osoby z rodziny królewskiej.
-Zwołują przez ciebie rycerzy. Oraz takich jak ja. "Piesek Victora" co wszystko wyniucha. Co bym nie zrobił, będzie źle. Wrócimy... ukarzą Ciebie, mnie mogą wynagrodzić. Zostaniemy tutaj... uprowadzenie Królewny.
-O nie. Ja tam nie wracam! - Kruk czekał na odpowiedź. Nie usłyszał jej i odleciał. Skoro, Avalon nigdy przedtem nie miała jak zapoznać się ze światem zewnętrznym była zależna ode mnie. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Zatem, musisz się mnie słuchać. Nigdy wcześniej tu nie byłaś? - Podszedłem do niej.
-No nie... ani nie rozmawiałam z ludźmi takimi jak ty...
-Ouł... zatem...
-No... - Domyślając się o co chodzi odsunąłem się.
-Głodna może jesteś?
-Nie dziękuje...
Poszliśmy na przedmieścia, gdzie znajdowała się grupa moich kumpli ze świata ludzi. Czterej chłopcy i jedna dziewczyna. Koledzy przyglądali się Avalon.
-No..no... to dziś balujemy rozumne? - Usłyszałem Gage. Koleżanka wyszła zazdrosna z pokoju buchając w Avalon łokciem.
-Nie w tym rzecz. Muszę ją... muszę się ją zająć.
-Tutaj? Olivia ją zniszczy. Prędzej czy później. - Zakpił Gage. Królewna stała w ciszy.
-Przy okazji to jest Avalon. To Gage, Michael, Sam i Yo. I ta co wyszła to Olivia. - Wskazałem na chłopców.
-Pamiętaj, przyprowadziłeś nową pannę, Olivia długo czekała na twoje odwiedziny...- Sam położył mi rękę na ramieniu. Równo z nim spojrzałem się na zestresowaną Avalon.
-Czy mogłabym skorzystać z łazienki?
-Yo, zaprowadź ją. - Olivia wróciła.
-Gdzie będzie spała?
-Na moim łóżku. Przeniosę się do salonu...
-Ta? Bo jeszcze do niej powędrujesz! - Spojrzałem na kumpli. Bez słów się z nimi porozumiałem, wyszli.
-Wiem, że długo mnie nie było... ale musiałem zniknąć, ale już jestem. Nie ufasz mi? - Przytuliłem ją. Po chwili odwzajemniła czynność. Niestety odsunęła się.
-Znikasz coraz częściej... nie dzwonisz, nie piszesz...
-Nie mogłem... A...em... mój wujek podrzucił mi Avalon do opieki.
-To twoja kuzynka?
-Sam nie wiem... Ale wydaje mi się, że nie. Przestań już no!- Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją do siebie. Olivia uśmiechnęła się. Pocałowała mnie w policzek... - To co, dasz jej się tu zatrzymać?
-Uhh... niech będzie.
-Dziękować. - Ucałowałem jej czoło i delikatnie się odsunąłem. Dołączyłem do chłopaków którzy byli na dworze i grali w koszykówkę. Chwilę potem zza drzwi wyszła Avalon, Yo i Olivia.
Avalon?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz