Wraz z innymi po kilku dniach powróciłem do królestwa Victora. Wciąż miałem przed oczyma widok zarżniętych aniołów. "Walka Nieba i Piekła... nigdy się nie skończy" pomyślałem. Na wieczór, będąc umówiony z kilkoma chłopakami poszedłem do karczmy. Wszyscy prócz mnie poszli zabawiać się z panienkami, opijać zwycięstwo. Jako jedyny, po starciu pragnąłem odpoczynku i ciszy. Udałem się do pokoju w karczmie. Spoglądałem na "czerwone królestwo" z okna gdy nagle ktoś zatrzasnął drzwi. Odwróciłem się i zobaczyłem dziewczynę w kapturze... Nie wiedziałem co zrobić, zza drzwi wydostawał się krzyk Jack'a.
-Gdzie ona kurwa! Gdzie ta suka! - Spojrzałem na nią. Stała cała sparaliżowana. Chwyciłem się za głowę i ziewnąłem. Wyglądała na zaskoczoną...
-Ucieczka z tego miejsca zawsze się, źle kończy.
-Ja...ja muszę!
-Jak każda.
-Lenny! Otwieraj! - Jack zaczął pukać w drzwi. W oczach dziewczyny pojawił blask. Przetarłem twarz.
-Co mu zrobiłaś?
-Co.. komu? - Kiwnąłem głową i podszedłem do drzwi. Dziewczyna się odsunęła chcąc uciec. W idealnym momencie złapałem ją.
-Ty suko... zaraz dam Ci nauczkę! - Rozzłoszczony chłopak, pełen agresji uniósł rękę. Zasłoniłem dziewczynę.
-Odejdź Lenny, może w końcu czegoś się nauczy!
-Przecież ona do mnie przyszła? Prawda? - Chciałem ją przytulić, jednak ona się odsuwała. Milczała.
-No nie wiem! Oddawaj mi ją!- Uchyliłem się nad dziewczyną i szepnąłem jej, by potwierdziła moje zdanie. Inaczej po Jacku już nie wstanie.
-Ty to nawet zaruchać nie potrafisz! ODDAWAJ TĄ SUKĘ!
-Najwidoczniej ucieka od ciebie, by być wierna mi.- Spojrzałem się na nią z uśmiechem. Dziewczyna lekko się zaśmiała. Zbulwersowany Jack wyszedł z hukiem. Gdy tylko wyszedł puściłem dziewczynę.
-Możesz iść...
-Ty... ty nie chcesz...
-Są też tacy, którzy po zarżnięciu tysięcy gardeł potrzebują spokoju, ciszy, snu. Pocieszenie z jakiś.... -Przerwałem by nie obrazić owej panny. - Po prostu nie jestem jak Jack. Może kiedyś. Po ślubie. - Zaśmiałem się. Dziewczyna tym bardziej zrobiła zdziwione oczy.
-Na rycerza piekieł nie przystaje! Victor by Cię od razu rozszarpał!
-Na rycerza.. ble ble. Victor to nędzny władca. Nawet nie potrafi rządzić. Same wojny odkąd pamiętam.
-Kim ty w ogóle jesteś?
-Pytanie, kim ty jesteś. Lepiej stąd idź. - Machnąłem ręką i wskazałem okno. Położyłem się na łóżku i czekałem aż dziewczyna wyjdzie. Minęła piąta minuta, dziesiąta... nadal stała przy oknie. W końcu krzyknęła...
-ALE JA CHCE WYJŚĆ DRZWIAMI!
-Co...Co?!- Usiadłem i sięgnąłem po szklankę wody.- Takie to życie. Pewnie wśród murów zamku balują, jedzą złoto. A tu nawet porządnych ludzi nie ma. - Zacząłem prawić monolog. - Kto posadził Victora na tronie, żal.
-Mogę już wyjść?!
-Pewnie.- Wstałem i poszedłem na dół. Rycerze zaliczali kolejne kobiety. Niektóre próbowały się wydostać z ich sideł, ale na darmo. Spojrzałem za siebie, czy poznana mi na górze dziewczyna idzie za mną. Zgubiłem ją. Cofnąłem się. Zobaczyłem ją przy stole z Jackiem. Zaczynał się do niej dobierać. Chwilę poczekałem by zobaczyć jak Jack obrywa od dziewczyny. Dostał kilkakrotnie w krocze, jednak był wytrzymały. Trzymał ją za biodra, jednocześnie zrzucając z niej ubrania. Otrząsłem się i poszedłem.
-Mówiłem Ci coś na ten temat... chodź. - Pociągnąłem ją za rękę. Szczęście, że jeszcze była ubrana... Jack nie chciał jej puścić. Złapał ją za ubranie, kiedy ja ją próbowałem odciągnąć. Ubranie się porwało. Każdy spojrzał na naszą dwójkę. Dziewczyna próbowała się wyrwać. Wyciągnąłem srebrny miecz i przyłożyłem mu do gardła.
-Jeszcze jedno gardło do kolekcji?- Warknąłem pod nosem. Puścił ją. Jednakże sam chwycił za swój sztylet i okaleczył dziewczynę w nogę. Przesunąłem swój miecz do przodu, przebijając jego gardło. Schowałem miecz i przytrzymałem dziewczynę, która siedziała na podłodze na pół naga. Trzymała swoją nogę, próbując się zakryć. Inni, którzy byli dookoła zgarnęli zwłoki Jacka i mnie zostawili. O dziwo, byłem traktowany z szacunkiem, niż inni. Bynajmniej można było to zauważyć u kobiet. Zamieniłem się w wilka i ułożyłem sobie czarnowłosą dziewczynę na grzbiecie i pobiegłem do swojej chatki. Położyłem ją na kanapie i oddałem jej koc.
-Po co ci do chuja było?
-Ja.. ja... - Popłakała się i zwinęła w kulkę.
-Wracaj już do swojego domu. Wynocha! - Warknąłem na nią. Zmieniłem się w człowieka i gdy tylko dziewczyna zniknęła usiadłem na kanapie. Miałem trzy dni odpoczynku, potem będę zmuszony wrócić na staż.
Po godzinie odpoczynku przypomniała mi się sytuacja z ciemnowłosą dziewczyną. Przy okazji zgłodniałem. Nie widząc sensu siedzenia w podziemiu poszedłem do wrót, które prze teleportowały mnie do świata ludzi.Pojawiłem się w starym budynku, gdzie znajdowały się przejścia do różnych światów. Poszedłem do jednej z galerii, gdzie z chęcią zamówiłem swój obiad. Rozglądałem się po pomieszczeniu. Ludzie nie wiedzący nic o takich zjawach jak ja...
Jednak wciąż nie dawała mi spokoju ta dziewczyna, w mych myślach. Kim była, skąd i czemu znalazła się w karczmie...
Avalon? ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz