Leżałam na łóżku opierając wyprostowane nogi o ściane. Błądziłam wzrokiem po suficie.
Bycie starszą córką władcy piekieł było.... Nudne. Nie mogłam robić praktycznie nic, wszystko robiła za mnie służba. Musiałam zachowywać się tak jak na przyszłą władczynie piekła przystało. Najgorsze było to, że nie mogłam wystawić nawet palca poza zamek. To najbardziej mnie wkurzało. Byłam więźniem własnego domu.
Nagle drzwi do mojej komnaty się otworzyły i została wepchnięta do niej jedna ze służących. Była to młoda dziewczyna, która, ilekroć ją widziałam, miała łzy w oczach. Miała na sobie czarne szmaty zarzucone na jeszcze bardziej czarne ciało. Popatrzyłam na moją młodszą siostre, która śmiejąc się szyderczo stała w drzwiach i kopała służącą. Miracel była, można by rzec, moim przeciwieństwem. Była wysoka (jak na 10lat), miała platynowe włosy z czerwonymi pasmami i fioletowe oczy.
Zeskoczyłam z łóżka i podeszłam do łkającej służącej i pomogłam jej powoli wstać. Dziewczyna spojrzała na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami, a siostra natychmiast zamilkła. Lekko się uśmiechnęłam i zła spojrzałam na Miracel, która wrzasnęła na cały głos.
-POWIEM WSZYSTKO TACIE!!!-rozłożyła swoje małe nietoperzowe skrzydełka i poleciała długim korytarzem w stronę sali tronowej. Służąca odsunęła się ode mnie i powiedziała cicho.
-Królewno.. Będziesz miała problemy z mojego powodu..
-Nie przejmuj się-pokręciłam głową-Wszystko z tobą w porządku?
Dziewczyna kiwnęła głową, a ja wskazałam mały stolik w komnacie, na którym stała taca pełna jedzenia.
-Na pewno jesteś głodna, zjedz coś- klepnęłam ją delikatnie w ramie, rozłożyłam swoje ogromne "ptasie" skrzydła i poleciałam w ślad za siostrą. To była kolejna róznica między nami. Ja miałam czarne, wielkie skrzydła z piór, Miracel natomiast miała małe, czerwone skrzydła nietoperza. Dogoniłam ją tuż przed salą tronową. Na jej nieszczęście zachaczyła sukienką o kinkiet i zaryła w kamienną posadzke sali. Zatrzymałam się nad nią i spojrzałam w lewo na tron. Siedział na nim wysoki, umięśniony mężczyzna. Miał na sobie czerwone królewskie szaty, a w ręce trzymał złoty trójząb. Zlustrował mnie lodowatym wzrokiem krwistoczerwonych oczu.
-Mówiłem wam jak macie rozwiązywać swoje problemy!-huknął, a jego głos odbił się echem od ścian wielkiej sali. Przewróciłam oczami i złożyłam skrzydła lądując przed ojcem. Uklęknęłam na jedno kolano składając pokłon władcy piekieł. Kiedy się wyprostowałam Miracel śmignęła koło mnie i skoczyła na mężczyzne przewracając jego i tron.
-A Avalon pomogła służbie! Ona nie może być przyszłą władczynią!! Nie nadaje się do tego!!-krzyczała na cały głos. Usłyszałam ryk i głuchy łomot, zaskoczona spojrzałam w prawo i zobaczyłam jak Miracel osuwa się po ścianie na posadzke.
-Miracel..?-szepnęłam, ale nawet nie drgnęłam. Ojciec podniósł się i otrzepał szaty. Spojrzał na mnie normalnym już wzrokiem.
-Zabierz ją do jej komnaty. A jeśli to co mówiła to prawda...-zmrużył oczy-To radziłbym powrócić do lekcji z Marcusem..
Kiwnęłam głową, skłoniłam się ponownie i podeszłam do siostry. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do jej komnaty. Potem wróciłam do swojego pokoju i zobaczyłam pustą tace i kartke z napisem "Dziękuję". Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do okna. Spojrzałam na dziedziniec, na którym stało tylko dwóch strażników. Warknęłam pod nosem i odwróciłam się w strone drzwi, za którymi usłyszałam krzyki. Szybko je otworzyłam i zobaczyłam jednego ze sług szarpiących się z młodą dziewczyną, która w kółko krzyczała, że nie chce.
-Przestań stawiać opór! Bo powiadomie władce Victora!-wrzasnął sługa i szarpnął mocniej dziewczyne. Ta zaczęła płakać i zapierać się stopami o podłoge.
-Zaczekaj-powiedziałam i podeszłam do nich-Zostaw ją. Porozmawiam z nią i przyśle ją do ciebie.
Sługa spojrzał na mnie zmieszany, skłonił się i kiwając głową oddalił się korytarzem. Spojrzałam na dziewczyne i spytałam
-Co się dzieje? Czego nie chcesz?
-Nie, nie, nie, nie...-zacisnęła ręce włoku siebie i zaczęła się kiwać-Nie chcę tam iść... Nie chcę..-popatrzyła na mnie wielkimi oczami.
-No tak... Panienki dla rycerzy-warknęłam bardziej do siebie niż do dziewczyny. Pomyślałam chwile nad tym co usłyszałam od ojca w sali tronowej i o tym co powiedziała Miracel na mój temat. Zacisnęłam pięści rozumiejąc, że mam tego wszystkiego już serdecznie dość. Tego więzienia, tego zamknięcia, ograniczenia. Popatrzyłam na dziewczyne z uśmiechem i podałam jej ręke.
Spod kaptura obserwowałam inne panienki. Jedna z nich, która stała obok mnie wiedziała kim jestem naprawde i postanowiła mi pomóc. Nachyliła się do mnie i szepnęła
-Gdy tylko wkroczymy do miasta odejdź od nas. Wierz mi, że karczma to nie miejsce, w które chciałabyś trafić. Zrobisz krok i lądujesz naga na stole, to nic przyjemnego-pokiwała lekko głową. Spojrzałam na nią kątem oka. Zastanawiało mnie dlaczego żadna z nich nie stawia oporu, skoro to nic przyjemnego.
-Podejrzewam, że jako królewna nigdy nie dopuszczono do ciebie żadnego mężczyzny, prawda?-kontynuowała-Więc nawet nie wiesz jacy niektórzy są obrzydliwi. Naprawde. A ich łapska na...-wzdrygnęła się-Ugh! Koszmar!
-Więc czemu tam idziesz?-spytałam ponuro. Dziewczyna lekko się zmieszała.
-Bo.. Bo nie mam takiego szczęścia jak dziewczyna, z którą się zamieniłaś.
Kłamała. Widziałam to. Postanowiłam jednak nie drążyć tematu. Jednak miała racje. Nigdy nie miałam kontaktu z mężczyną, który niebyłby moim ojcem lub służącym. Pokręciłam głową i przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie w pięści i poprawiłam pierścień na palcu. Dzięki jego mocy moje wielkie skrzydła były niewidoczne i mogłam bez przeszkód podszyć się pod dziewczyne, która miała być panienką na "pocieszenie". Poczułam jak ktoś mocno mnie popycha. Spojrzałam w tył i zobaczyłam jednego ze strażników. Dziewczyna, która znała moją prawdziwą osobowość pociągnęła mnie za sobą. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Cholera.. Strażnicy idą z nami-szepnęła do mnie. Rozejrzałam się lekko spanikowana. "Strażnicy? Idą z nami?! Ale jak to?!" myślalam "Nie mogą! Jak ja uciekne? A jak odkryją, że to ja?!".
Wzięłam kilka głębokich wdechów i uspokoiłam myśli.
-W karczmie na samym początku będzie strazne zamieszanie. Wtedy spróbujesz się wymknąć na góre. Tam w jednym z pokoi wyjdziesz przez okno na dach i uciekniesz-mówiła dziewczyna. Brzmiało łatwo, ale byłam pewna, że wykonanie tego takie proste nie będzie. Kiwnęłam głową i odsunęłam się od niej.
Przed drzwiami poczułam mocny ścisk w żołądku. Rozejrzałam sie po karczmie. Było naprawde wielkie zamieszanie i gwar. Wszędzie siedzieli rycerze piekieł i rozmawiali z kumplami, inni już łapali panienki i zajmowali się nimi. Poczułam jak ktoś uderza mnie w żebra i przemknęłam między kelnerkami, rycerzami i dziewczynami na pocieszenie trzymając kaptur na głowie. Byłam już na schodach kiedy ktoś przycisnął mnie do ściany. Poczułam jak czyjaś wielka ręka przesuwa się powoli po moim brzuchu w dół. Warknęłam cicho i odepchnęłam się od ściany jednocześnie spychając mężczyzne ze schodów. Na szczęście ubrałam strój do walki, więc nie miałam problemów z poruszaniem się. Wpadłam szybko na góre i weszłam do pierwszego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i spróbowałam uspokoić bicie serca. Kiedy otworzyłam oczy serce podskoczyło mi do gardła na widok ciemnowłosego chłopaka o niebieskich oczach. Nie poruszyłam się czekając na ruch chłopaka.
Lenny? XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz